czwartek, 1 czerwca 1995

01

Tak niewiele nas dzieli
A jednak bardzo dużo
I czy warto zaczynać
Każdy dzień
Od pocałunku
Kiedy rozpacz zaciąga zasłony
W oknie każdego wieczora
Stuk, stuk, to buty na asfalcie
I tylko gorycz w ustach
I to nie po słodkim Elbrewery
W Twoim towarzystwie
Plusk, nie zauważona kałuża
I wilgoć mokrej kurtki na plecach
I suche usta, pękające z tęsknoty
Trzask złamanej gałązki
Psss, kropla deszczu na papierosie
I tęsknota, być może za ostatnim
dużym, czerwonym samochodem
Ale kiedy mijał mnie powoli
Wyłoniwszy się z mgły
Nie podniosłem ręki by
go zatrzymać...
Zesztywniała dłoń ściskała
kurczowo ostatni błysk ciepła
Odebrany Ci na do widzenia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz