Kończy się noc
To dobrze
Bo i tak
Snu nie przekonałem
żeby do mnie przyszedł
Nawet on mnie opuscił
Nie mogę łobuza
Omamić żadnymi obietnicami
Nie pomagają modlitwy
Nie pomagają groźby
On już taki jest
Beznamiętny
Przychodzi, kiedy nie chcemy
A brakuje go
Kiedy właściwie
By się trochę przydał
Ciemności już nie ma
Powoli budzą się szpaki
Przelatują przy oknie
Co kilka minut
Urozmaicając trochę
Smutek porannej ulicy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz