wtorek, 11 listopada 1986

Tydzień

Poniedziałek 

Budzę się rano  
Ze smakiem  
Ostatniego Twojego pocałunku  
Który złożyłaś na mych ustach  
Na dobranoc Pociąg - szkoła - pociąg - sen 

Wtorek 

Budzę się rano  
Spragniony Twych ust  
Twojej obecności  
Wychodzę na dworzec z nadzieją  
Ze zobaczę Twoje rozwiane włosy  
Okalające Twoja twarz  
Pociąg - szkoła - pociąg - sen 

Środa 

Pragnienie boli  
Sen już odszedł  
Wpatruje się w Twoje oczy  
Które na zdjęciu  
Przyjęły różne odcienie szarości  
I tak jak we wtorek  
Na dworzec z nadzieja  
Pociąg - szkoła - pociąg - sen 

Czwartek 

Usta mi pękają  
Już nie czuję bólu  
Przyciskam je mocno do zdjęcia  
Trochę pomaga  
Ale zdjęcie nie ugasi pragnienia  
Dworzec - nadzieja  
Pociąg - szkoła - pociąg - sen 

Piątek 

Ból przeplatany radością  
Że już jutro  
Jeśli zechcesz  
Pragnienie będzie ugaszone  
Ból zniknie  
Nadziei już nie mam  
Pociąg - szkoła - pociąg - sen 

Sobota 

Od rana liczę godziny  
Czekam na tę zaczarowaną 
Kiedy mówię rodzicom - wychodzę  
I za pól godziny  
Moje usta drżą z podniecenia  
Czasami całujesz mnie już na "dzień dobry"  
Wtedy oddycham już spokojniej  
Usta upiły trochę Ciebie  
I pragnienie ustąpiło niedosytowi  
I następna zaczarowana godzina  
(Tej nie lubię)  
I już w domu modlitwa do Boga  
Za nas (jestem jednak egoista) 

Niedziela 

Rano godzinę stoję za Tobą  
I godzinę podziwiam Twoje włosy  
I czasem nawet pozwolisz mi Iść ze sobą,  
prawie do domu  
I kilka godzin do tej zaczarowanej  
I znowu jestem z Toba  
I słucham Twoich pochwał i besztań  
Tak na przemian  
I cieszę się, że jestem przy Tobie  
Choć czasem płaczę  
Ale te kilka godzin przemija jak chwila  
I znów muszę iść, by wrócić za pięć dni  
Zostaje mi tylko powiedzieć Ci  
Ze Cię kocham, postawić kołnierz  
Wrócić do domu  
A następnego dnia obudzić się  
Ze smakiem Twego ostatniego pocałunku. 

niedziela, 12 października 1986

+ + +

Szare domy w szarym mieście
W szarych domach szarzy ludzie
W szarych ludziach szare serca
Szare komórki szare... szare... szare... szare...
Załóżmy na oczy
Okulary słoneczne
Których szkła
Beda różowe
Wtedy i otoczenie
Zmieni swe zabarwienie - na różową szarość.

niedziela, 5 października 1986

+ + +

Wloką się godziny
Dzień za dniem
Przechodzą tygodnie
Przez pięć długich dni
Moje usta wysychają
Szukają w nocy na próżno
Znanego im smaku
Trwają złożone w podkówkę
Czekaja dnia szóstego
Z nadzieją, że zrosisz je delikatnie muskając swoimi.

niedziela, 28 września 1986

Bulwar

Błądzę po całym mieście
Tak długo aż nie trafię
Na ten nadwiślański bulwar
Tak smutny jak ja
Kiedy jest mi tak źle
Ze chce mi się płakać
A Mili nie ma przy mnie
I nie mogę wtulić swych oczu
W jej ciepły sweter
Idę na bulwar
Który mój smutek
Rozbija na cząsteczki
Tak, ze robią się z niego
Malutkie smuteczki
Które nie bolą tak, jak ten duży
Siadam wtedy na ławce
Odpalam papierosa od papierosa
I wpatruje się w wodę
A smutny bulwar
Owiewa mą głowę ukojeniem
Ale czuje się wtedy tak staro
Jak ten dziadek, który siedzi na ławce obok
I tak jak ja wpatruje się w wodę
Nad smutnym bulwarem
Przelatują smutne chmury
W których, jeśli ktoś ma przenikliwe oczy
Można dostrzec odbicia
Smutków tych, którzy bulwarowi mówią "dzień dobry"
I siedzą na ławce.

niedziela, 21 września 1986

Zuzanno

Zuzanno, szalona Zuzanno
Zabierz mnie w to miejsce
To miejsce nad rzeką
O którym wiem, że jest
Scałuj z mych oczu łzy
Które pojawiły się nagle
Po utracie kawałka serca
Które wycisnął ból
Przeszywający na wylot
Zdejmij z mych oczu
Te szare szkła
Zerwij te za ciężkie powieki
Zdmuchnij wszystkie okruchy nieszczęść
Posmaruj balsamem życia
I powiedz cichutko
Ze Jezus też był żeglarzem

niedziela, 14 września 1986

Kłótnia

- czemu masz dziś białą koszule!
- nie krzycz, proszę...
- czemu się spóźniłeś!
- proszę Cię...
- czemu z nią rozmawiałeś!
- proszę...
- nie patrz tak na mnie!
- przepraszam...
- spójrz mi prosto w oczy!
- (...)
- czemu płaczesz...?

niedziela, 7 września 1986

Milka

Była, jest, czy... będzie?
Była zjawą
Która zapadła
W mym sercu głęboko
W najgłębszej głębi
Skąd trudno wyjść
Była mirażem
Który odwiedzał mnie w nocy
By podniecać mnie nadzieją
Była samą nadzieją

Jest kochanką
Czułą, uległą
Czasami drapieżną
Kiedy pieści
Jest jak ciepły wiatr
Owiewający delikatnie twarz
Tak, jakby chciał
Zdmuchnąć z niej
Nieistniejący pyłek
Kiedy jest zła
Jest jak pantera
Która po latach niewoli
Wdarła się w tłum ludzi na Marszałkowskiej

Czy będzie...?
Czy powie mi, że będzie
Wierna, posłuszna
Czy będzie dzieliła ze mną
Wszystkie szczęścia i nieszczęścia
Czy połączy nas święty związek
I czy mnie nie opuści
Aż do śmierci?

niedziela, 31 sierpnia 1986

Starość

Coraz trudniej jest mi się skupić
Na czymś innym
Coraz trudniej przychodzi mi myśleć
O czymś innym
Niż o Tobie
Coraz trudniej jest mi mówić
Do kogoś innego
Coraz trudniej jest mi chodzić
Do kogoś innego
Niż do Ciebie
Coraz trudniej jest mi patrzeć
Na kogoś innego
Coraz trudniej jest mi słuchać
Kogoś innego
Niż Ciebie
Coraz trudniej jest mi wierzyć
Komuś innemu
Coraz trudniej jest mi kochać
Kogoś innego
Niż Ciebie

niedziela, 24 sierpnia 1986

Jawa ... i sen

To, ze mi się śniłaś
Nie ma nic wspólnego z tym
Że jestem wariatem
Bo śniłaś mi się osobno
A wariatem jestem tez osobno
Bo ktoś kiedyś powiedział
Ze człowiek zakochany
To to samo - co wariat
A śniłaś mi się osobno
Cala w zapachu jaśminu
Kolorowo ubrana
Przyszłaś do mnie
Śpiącego wśród trawy
Kołyszącej się na wietrze
Pochyliłaś się nade mną
Zdmuchnęłaś mi z twarzy
Pyłek, który przez roztargnienie
Osiadł mi na ustach
I pocałowałaś te usta
Tak jak to tylko
Ty potrafisz
Nie tylko swoimi ustami ale całym sercem

niedziela, 17 sierpnia 1986

Świerszcze

Jak cudnie te świerszcze
Przygrywają nieskończoności
Która jest nieskończona dla wszystkich

niedziela, 10 sierpnia 1986

Na dworze Karmazynowego Króla

Na dworze Karmazynowego Króla
Jesień jak zwykle
Roztoczyła swoje skrzydła
Czarna Królowa przeszła ogrodem
Zostawiając za sobą
Powiędłe liście skręcone w bólu
Zdeptane kwiaty po deszczu
Nie zakończonym jak zwykle
Rozkwitem słońca na błękitnym niebie
Słońca, które powróciłoby na wiosnę
Jak na całym świecie
Na dworze Karmazynowego Króla
Nie spotkałbym Ciebie - kochanie
Bo tam oczy raz smutne
Już nigdy nie są szczęśliwe
Bo tam serce raz zranione
Umiera - tak jak niektóre kwiaty
po jesiennej śmierci
nie budzą się do życia
Bo serce ogrodu Króla Karmazynowego
Jest białe jak duża lodowa tafla
Na której tancerze zostawiają rysy
Jak blizny na twarzy
Po skończonej wojnie
Bo dwór Króla Karmazynowego
nie zna słowa,
które jest nadzieją całego świata,
a wymawiane cicho
Brzmi jak najgłośniejsza, najwspanialsza muzyka
Nie zna Miłości.

niedziela, 3 sierpnia 1986

Srebrne serduszka

Srebrne serduszka
Kołyszą się na wietrze
Włosy rozwiane tym samym wiatrem
Pachnące jesienią
I na przemian wiosną
Usta rozgrzane, słodkie
Rozchylone lekko do wiatru
Oczy przysłonięte lekko powiekami
Patrzą przed siebie wytrwale
Myśli rozbite
Splecione z włosami
Potykają się o drobne kamienie
Taka jaką najbardziej lubię
Jaką kocham, jakiej chcę
Twoje usta przyciągają moje
Jak Syreny Odysa przyciągały śpiewem
Twoje oczy ściągają na siebie
Mój wzrok - już wtedy wesoły
Twoje ręce w mych dłoniach
I moje serce - w płomieniach.

niedziela, 27 lipca 1986

Siedemnaście stron świata

Moje oczy już nie są smutne
Śmieją się do słońca
Odbijają jego radosne promienie
I wysyłają we wszystkie
siedemnaście stron świata

w takt muzyki
Stawiam kroki
Jeden za drugim
jeden za drugim
W uszach mam rytm
Automatycznego perkusisty
Obok dźwięków syntezatorów
I dźwięczny głos
Śpiewający o ludziach
Którzy przechodzą obok
Jedni weseli drudzy smutni trzeci nijacy
Jeden, dwa, trzy
Liczę kroki, liczę drzewa
Ławki w parku
Zapraszają do wspólnego czekania
Na godzinę, która na pewno przyjdzie
Bo czas płynie nieprzerwanie.

niedziela, 20 lipca 1986

We dwoje

Kiedy Nic jest wszystkim
I kiedy wszystko jest niczym
I kiedy biel jest czernią
I kiedy czerń jest bielą
I kiedy czerwień jest zimna
I kiedy zieleń jest ciepła
I kiedy Miłość przeraża
Kiedy nienawiść ugładza
I kiedy Północ jest Południem
I kiedy Półdzień Północą
I kiedy On jest mną
A ja jestem Nim
I kiedy szarość błyszczy
I kiedy blask szarzeje
I kiedy jaskółki nad ziemią krążą
spowite zapachem jaśminów
w pogoni za słońcem
gorącym jasnością odbitą w księżycu
na niebie gwiaździstym,
tonącym w półmroku
Kiedy Nic się kończy
A wszystko zaczyna
- we dwoje.

niedziela, 13 lipca 1986

Nietrudno (2)

Nietrudno jest pokochać
bo wrażenie chwili
do tego potrzebnej
bywa zwykle tak silne
Że nie można mu się opierać.

niedziela, 6 lipca 1986

Ostatnie pchnięcie

Biegł Coraz wolniej, z trudnością
Mijał ludzi, którzy z grymasem bólu
zastygniętym na martwych twarzach
spoglądali na niebo
Kiedyś niebieskie, teraz czarne
Czarne obłokami dymu
Cuchnące śmiercią
Cuchnące prochem
roznoszonym przez superszybką broń
Superszybka - zabijała w jednej chwili
Tej chwili starczyć mogło
Tylko na to, by ostatni raz
Ostatni podnieść wzrok w niebo
Myślał
Coraz szybciej myślał
Życie, jak taśma kolorowego filmu
Przewijało się w jego pamięci
Rok po roku, miesiąc po miesiącu
A nawet dni, kojarzył dokładnie
Od narodzin,
aż do ostatniego jego odruchu
Pchnął ciało do przodu
I jego oczy zastygły
Spoglądając w niebo.

niedziela, 29 czerwca 1986

We dwoje

To się nazywa
Kolacja we dwoje
Ja i to moje
Lustrzane odbicie
Które podnosi wzrok
Zawsze, kiedy i ja chce się na nie spojrzeć
Patrzymy sobie w oczy
Jednocześnie podnosimy łyżki
By zamieszać nimi herbatę
Razem przełykamy łyki
Ciepłego, słodkiego płynu
(Ono tez słodzi, bo słodziło równocześnie ze mną)
Jednocześnie wgryzamy się w kanapki z jajkiem
Tylko, ze ono ma takie smutne oczy...
Kolacja we dwoje...

niedziela, 22 czerwca 1986

To nie zazdrość

To nie zazdrość
My nigdy nie jesteśmy zazdrośni
Jedyne uczucie, które
Łomocze w naszym sercu obok miłości,
to zwykły strach
Ten pospolity,
z wielkimi oczami
Ten smutny, bluesowy strach
Wielki, szarpiący mózg
Strach przed utratą Miłości.

niedziela, 15 czerwca 1986

Nie mogę

Nie mogę się na Ciebie gniewać
nawet tak leciutko
tak nieznacznie
nie mogę,
bo straciłbym do siebie zaufanie,
... jak kiedyś
Nie chciałem go tracić
Nie potrafiłem
A jednak
Łzy, podobno nam nie przystoja
A co zrobić, jeśli same cisną się do oczu?
Jeżeli same pragną wyrwać się na świat
zobaczyć swymi kroplami
jak to naprawdę jest z jego kolorami,
spaść na Ziemię
albo wtulić się łagodnie
w Twoje włosy...
Nie mogę być na Ciebie zły.

niedziela, 8 czerwca 1986

Miałem odwagę

Miałem odwagę
Przyznać się Tobie
Ze Cię kocham
Tak mocno, jak mocno
Przed tą odwagą
Ponosił mnie strach
Że coś zepsuję

niedziela, 1 czerwca 1986

Program

Pusty ekran monitora
zapełnia się powoli świetlnymi punktami
Punkt po punkcie
zapełnia się moje serce
jakimś dziwnym uczuciem
To niepokój - ze cos zaniedbałem
może jakaś instrukcja
może błąd w jakiejś linii
kilka ruchów palcami po klawiaturze
(10 FOR I=1 TO 1000000 20 NEXT I)
i RUN
Nie to jeszcze nie to
Jeszcze jedna linia
(15 PRINT "KOCHAM CIE¨";)
Jeszcze błąd,
o te dwie spacje
zmiana linii 15
i milion razy na ekranie wyznaje Ci miłość.

niedziela, 25 maja 1986

I Can't Quit You Babe

Nie mogę Cię opuścić
Nie mogę Cię zostawić samej
Nie mogę pozbawić się Ciebie
Nie mogę zostać sam
Od kiedy Cię pokochałem
I've been trying, Lord!
Let me tell you Let me tell you...
I ten sen, który powtarza się co noc
W którym odnajduję
Ten dziwny, rozkolorowany świat
Utracony po narkotyku
There walks a lady we all know
Who shines white light and want to show
How ev'rything still turns to gold
And if you listen very hard
The tune will come to you at last
When all are one and one is all
To be a rock and not to roll
And she's buying a stairway to heaven...

niedziela, 18 maja 1986

Nietrudno (1)

Nietrudno jest napisać wiersz
wystarczy tylko...
Ale nie jest łatwo
napisać kilka wierszy
które, każdy osobno
A jednak razem
Mówiłyby to samo
Kiedyś, chyba dawno
Pisałem o Consueli
Później odwiedził mnie
człowiek z długimi czerwonymi
włosami - pisałem o nim
Teraz...
Consuela zniknęła
włosy padły na zniszczona podłogę
Zakładu Fryzjerskiego przy Wall Street
A ja pisze do Ciebie...

niedziela, 11 maja 1986

Zapałka

rozbłysła płomieniem
na krótko mogłem zobaczyć
Twoją twarz
jak zwykle uśmiechniętą
z dwoma jarzącymi się
światłami oczu
trochę nad ustami
włosy, rzucone na ramiona
odbiły zapałczany odblask
refleksem błyszczącego zdjęcia
potem swoją całą uwagę
poświęciłem
trzymanemu w moich ustach
papierosowi
kiedy już się żarzył
znów spojrzałem na ścianę
Ciebie nie było
To zgasł płomień zapałki...

niedziela, 4 maja 1986

...

piszę
dlaczego to robię...
chyba lubię pisać
lubię składać
wszystkie swoje
zupełnie chaotyczne
myśli - w coś
co w końcu
można uznać za coś
co jest jakoś powiązane
podobno na początku był
chaos
to musiało być cos takiego
co dzieje się we mnie
kiedy próbuje myśleć
myśleć o sobie
ale w sumie
wspaniała rzecz
chaos we mnie
pozwala jednak czemuś
żeby to cos wybiło
się ponad niego
i upewniało mnie
ze jednak mam racje
Kocham Cię...

niedziela, 27 kwietnia 1986

Stukot

tępy rytm stukoczących kol
pociąg
są dwa rodzaje stukotu
smutny i wesoły
smutny wiezie mnie
do dni tak samo smutnych
jak ten stukot
rytmicznych, szarych
do miasta, gdzie na ulicach
obcy ludzie nie uśmiechają się
nawet w tramwajach
tych czerwono - brudnych
- tramwajach
gdzie szare neony
na szarych domach
szarzeją szarością szarego słońca

drugi stukot
ten wesoły
wiezie mnie do Ciebie
nucąc pod nosem coś z Modern Talking
wierzę, że czekasz
wierzę, że znów Cię odnajdę
że na kilka godzin
pozbędę się szarości
zobaczę świat znów
takim samym kolorowym
jakim na pewno jest

niedziela, 20 kwietnia 1986

mogę Ci mówić

mogę Ci mówić
ze Cię kocham
mogę Ci mówić
ze Cię lubię
mogę Ci mówić
ze mi się podobasz
mogę Ci mówić
ze przy Tobie jest mi dobrze
mogę Ci mówić
mogę mówić
Ale czy słowa
żeby wyrazić wszystko
Co się we mnie dzieje
wystarczą?

niedziela, 13 kwietnia 1986

Szare dni

dni, długie dni
od rana aż do nocy
ciągle takie same
niepozorne i szare
urozmaicone czasem
deszczem
takim trochę weselszym
do którego można się uśmiechnąć
smutne dni
ze słońcem tak smutno świecącym
z ludźmi, którzy przechodzą obok
z tramwajami, których
smutny dzwonek rozbija
cisze tkwiąca w uszach
przez wszystkie smutne dni.

niedziela, 6 kwietnia 1986

Ars Poetica

Łatwo jest napisać wiersz
Wystarczy tylko
- pomyśleć
Pomyśleć o tym
O czym chciałoby się
- pisać
I potem - myśląc
Pisać to wszystko, co
Pióro będzie chciało
napisać
Nie wolno tylko
Przejmować sie tym
Ze pióro pisze
Zupełnie co innego
Niż to, czego się spodziewaliśmy
Wiersz trzeba przeczytać
dopiero wtedy
kiedy nasze pióro
Postawi ostatnia
- kropkę.

poniedziałek, 31 marca 1986

Jane

Jane...

niedziela, 9 marca 1986

The Year After

Rok temu
Wigilia
Była wesoła
Jane
Przed rokiem mnie kochała
Rok temu
W Wigilie
Jane była przy mnie
Rok temu
W Wigilie
Wszystko było dobrze
Minął rok
Jest Wigilia
Minie następny rok
Znów będzie wigilia
Jane nie ma
I nie będzie

Co mi zostało po Jane?
Pluszowy niedźwiadek
I... Wspomnienie...

niedziela, 23 lutego 1986

Nauka

Przegrywać także trzeba się nauczyć
Wygrywać każdy umie
A może właśnie wygrywać
Uczymy się całe życie
A naukę przegrywania
Zaniedbujemy

niedziela, 16 lutego 1986

Grudzień '84

W grudniu na plaży
Leży biały puch
Morze skute lodami
Przyciąga wzrok jak w lecie
Kiedy statki stoją na redzie
Czekając na wolne wejście do portu

W grudniu na plaży
Nie czuję się samotny
Cała plaża należy do mnie
Nikt nie krzyczy
Nikt nie zakłóca ciszy
Czasem mewa odezwie się
Stłumionym zimą głosem

Nikt nie wie
Ze plaża w grudniu
Jest oblegana przez moje prywatne wojsko
Które wygrywa każdą batalię
I uwalnia ja od najeźdźców

niedziela, 9 lutego 1986

Jak pięknie

Jak pięknie jest być potrzebnym
Trzymać za rękę Milkę
I iść parkową aleją
Oglądać kwiaty na klombach
I nie myśleć, że kiedyś
Może być inaczej
Znów ktoś odejdzie
Znów zrobi się smutno
Jak po Jane

niedziela, 2 lutego 1986

Imię

Kłamią Akacje, mówisz
Od czego nadzieje
Co mają w swoim
Herbie, na tarczy
Amora... i trzy strzały
Milczysz

Czemu Bóg stworzył kobietę?
I zaraz Adam musiał spytać
Ewo, czy mnie kochasz?
Biedne pokolenie Adamów
I każdy nowy pyta
Ewo...

Tylko zwierzęta nie czują
Yeti nie ma takich kłopotów
Lecz kiedy patrzę na gwiazdy
Kocham je wszystkie
Oscylujące w otoczeniu ciemnego błękitu

Czemu Bóg stworzył kobietę?
I zaraz Adam musiał spytać
Ewo, czy mnie kochasz?
Biedne pokolenie Adamów
I każdy nowy pyta
Ewo...