niedziela, 31 maja 1998

Dwa uczucia

Przerażenie i nadzieja
To dwa uczucia
W które mogę teraz wierzyć
I tylko cud może je zmienić
W coś innego
Cuda się nie zdarzają
Jeśli mają być boskie
Bo takie normalne
Ludzkie, ateickie
Są możliwe
Gdy zapomnimy o bóstwach
I spojrzymy na siebie
Innym wzrokiem

sobota, 30 maja 1998

O bogach

Nie ma najmniejszej szansy
Żebyśmy zostali zauważeni
Przez najwyższe wartości
I wysłuchani
Bogowie zajmują się
Zbijaniem fortun
Na życie po końcu świata
A na takich jak my
Zubożałych prowincjuszy
Nijak nie chcą zwrócić uwagi

piątek, 29 maja 1998

Paranoja

Czułaś w piersiach
Ból bezradności?
Bezsilności, bezwładu?
Czułaś, że musisz coś zrobić
A jednak nie możesz?
Że trzeba radykalizm
Odegnac daleko od siebie?
Walczyłaś kiedyś
Sama ze sobą?
O wolność zamkniętą w pudełku?
Mijające sekundy
Są złym doradcą
Każda przynosi wątpliwość
A godzina jest już seryjnym zabójcą
Zrodzonym podświadomie
W naszych myślach
Nawet po najlepszym czasie
Podpisujemy na siebie wyrok
Rozstania

czwartek, 28 maja 1998

Kochanie

Prawie mnie nie ma
Znikam codziennie więcej
Zmniejszam się, a
Świat jest coraz większy
Puchnie jak balon
Nadmuchiwany w karnawale
I wystarczy tylko iskierka
Delikatny dotyk czegokolwiek
A olbrzymi, nadęty świat
Rozleci się na kawałki
Których nawet nie warto
Szukać
Żeby posklejać

środa, 27 maja 1998

jedzonko

Ktoś mi zjada człowieczeństwo
Staczam się do granic
Które człowiek ustanowił
Zaraz po zejściu z drzew
I znalezieniu sposobu
Na wszystkie tygrysy
Nie dające mu spać spokojnie
Najbardziej sprzyjającym środowiskiem
Byłaby dla mnie
Cieplarnia
Jakieś siedemset hektarów pod szkłem
Gdzie sam bym stanowił
Naturalne prawo
Nie niepokojony przez nikogo
Spragnionego
Biletów Narodowego Banku
Jakiegokolwiek Państwa

wtorek, 26 maja 1998

Marzenia

Czas za wolno ucieka
Kiedy mi na tym zależy
Dzień jest długi
Noc za krótka
Chciałbym usnąć
Na kilka lat
I obudzić się gotów
Na wszystko
I wtedy to co mówisz
Przyjąłbym w innym świetle
A przede wszystkim wyspany

poniedziałek, 25 maja 1998

Lepiej czy lepiej

Lepiej żyć dłużej, czy lepiej?
Czy lepiej żyć szybciej
Czy gromadzić majątki
Pozwalając by wszystko
Przechodziło obok beznamiętnie?
Czy lepiej spokojnie
Przeczytać gazetę
Siedząc wygodnie w fotelu
Przed telewizorem
Czy wsiąść do samochodu
I w szalonym tempie
Zanurzyć się w odległość
Dzielącą nas codziennie
Najlepiej byłoby zniknąć
Ze swojego życia
I się nie odnaleźć
Wtedy wszystkie wątpliwości
Zniknęłyby razem ze mną
I po kłopocie

niedziela, 24 maja 1998

Krytyka

Świat zawali się dopiero
Kiedy nowa droga
Zacznie mnie prowadzić
W głąb pustyni
Bo jeśli znów instynkt
Zawodnie każe mi płakać
Nie odrodzę się znów na nowo
Spóźnione opamiętanie
Będzie znikomym ratunkiem
A odnaleziona dusza
Może chcieć uwolnić się
Od obrzydliwego ciała
I poszukać innego istnienia
Bardziej czystego
I niewinnego
A bóg jak zwykle
Oleje mnie z góry
Mając ważniejsze rzeczy
Na swojej boskiej głowie

sobota, 23 maja 1998

Jeszcze za wcześnie

Uciec bym chciał jak najdalej
Najlepiej od wszystkiego
Zaszyć się w buszu
I zjadać bezbronne jaszczurki
Odzwyczaić się od codzienności
Brak pomysłu na jutro
Jest tak bardzo mdłe
Jeszcze za wcześnie
Żeby czuć się szczęśliwie
Pora zacząć wyciszać
Jazgot serca w moim wnętrzu
Zacząć czytać poranne gazety
Iść do okulisty
I zamówić ciemniejsze okulary
Pora zabić bezbronność
Która za wiele żąda
Od mojej prawdziwej osobowości

piątek, 22 maja 1998

Mgła

Jak cieszyć się tym
Co znika obok we mgle
We mgle splecionej
Z różnych części istnienia
Znikniesz w tłumie
Odejdziesz tak jak się pojawiłaś
Otoczona tajemnicą
A moje istnienie zostanie w miejscu
Jak zepsuty czasomierz
Oberwane wskazówki
Ciągle wskazują te kilka
Brakujących minut
Do wyczekiwanej godziny

czwartek, 21 maja 1998

Nowy świat

Sny są długie
I skomplikowane
I nigdy nie udaje się
Dośnić ich do końca
Zawsze przeszkodzi
Promyk słońca
Trawa za uchem
Pospolity budzik
I nigdy nie dowiesz się
Jaki los gotuje Ci
Druga, równoległa, rzeczywistość
Nawet za lustrem
Świat ciągnie się jak guma
I przybywa szronu na skroniach
A przecież lustrzany świat
Powinien istnieć na opak

środa, 20 maja 1998

Na ciepłej skórze, przed kominkiem...

Kiedy ogień w kominku
Będzie już śpiewał serenady
Położymy nasze ciała
Na miękkiej skórze obok
I trzymając się za dłonie
Odpłyniemy w kosmos
Wszechświat zostawiając
Daleko za nami
Odnajdziemy dla nas
Niepoznaną przestrzeń
Gdziekolwiek istnieje
I odkryjemy nieznane uczucia
Złączymy myśli nawzajem
Przenikniemy siebie
A kiedy wrócimy
I ogień dalej będzie płonął
To Ty powiesz - co dalej...

wtorek, 19 maja 1998

Lody orzechowe

Ciężko jest marzyć
O czymś, czego się nie miało
Ciężko jest wyobrazić sobie
Coś, co przeszło niezauważone
I tylko nie wolno pozwolić
By zgasła w nas iskra
Nadziei na coś lepszego
Nieokreślonego, niezbadanego
Jedynie zdecydowanie lepszego
Mogą być lody orzechowe
Podane w kryształowym pucharze

poniedziałek, 18 maja 1998

Przytulanka

Tydzień temu
Byłem samotny
Na bezludną wyspę
Zabrałbym tylko
Pigułki nasenne
Cały kontener
Tak, żeby wystarczyły
Na miliony
Samotnych
Bezsennych nocy
Zjadane co wieczór
Zaspakajałyby mój głód
Głód przed powrotem
A dzisiaj
Kiedy na bezludną wyspę
Zabrałbym też przytulankę
Którą znalazłem przypadkiem
Chemiczny sen byłby zbędny
Mój wczorajszy sen był tak naturalny
Że sam się rano zdziwiłem
Że uplynął bez koszmarów
Po raz pierwszy po kilku latach
Przypomniałem sobie
Co znaczy spokój

niedziela, 17 maja 1998

666

Moce ciemności są słabe i biedne
Nie warto w nie inwestować
Dusze lepiej wystawić na aukcję
I wziąć za nią dobrą cenę

sobota, 16 maja 1998

Syndykat

Moje myśli odlatują
Do ciepłych krajów
Tym się jednak od ptaków
Podróżujących co jesień
Różnią
Że jeśli nie przykleję
Ich do głowy
Super mocnym klejem
Nie będą chciały
Tutaj, w ten bałagan
Dobrowolnie wrócić
Wychwytuję je więc
Po kawałku
Mocno przyciągam do siebie
I sklejam
Ale się tak zaczynają mieszać
Że wkrótce nie zauważę
Jak podpiszę własnoręcznie
Prośbę o ubezwłasnowolnienie
Podsuniętą mi pod oczy
Przez jakąś zbrodniczą organizację

piątek, 15 maja 1998

Urodzinowe życzenia

Na ten świat nie na rady
Już taki pozostanie
Nie zmieni go nawet
Następne pokolenie
Może na czterdzieste urodziny
Zmienię coś na lepsze
A może nie
Może będę jeszcze słabszy
Niż jestem teraz
Do zmian potrzeba
Dużej siły
Takiej, której nie mam

czwartek, 14 maja 1998

Układ

Mamy swoje myśli
To dobry układ
Najlepszy z możliwych
Kiedy jedno drugiego
Niczym nie rani
W myślach jesteśmy najlepsi
Dwa ideały
Jak najbardziej
Widzę ciepło, które mnie otacza
Widzę cierpliwość dla moich wad
Widzę przyjaźń
Widzę nawet
Twoje 25 lepszych lat
Ale to tylko myśli
One mogą istnieć bez świata
A rzeczywistość jest zdecydowanie
Mniej przyjemniejsza.

środa, 13 maja 1998

Różnica

Jakże chciałbym
Chociaż niektóre moje sny
Przerodzić w rzeczywistość
I choć na chwilę
Żeby je sprawdzić
Żeby wirtualny świat
Dotknąć rękoma
I sprawić, aby mnie otoczył
Ten mój wyśniony
Najlepszy, wyidealizowany
Choć na moment
Żebym pozbył się złudzeń
Czy jest lepszy, czy gorszy