piątek, 23 października 1998

Marzenka Again

I znowu Marzenka
Zmusiła Twoje oczy
Do pocierania ich chusteczką
Bezduszna Marzenka
Myśląca tylko o sobie
Marząca o szczęściu
Które ją właśnie ominęło
I które próbuje wykradać
Od szczęśliwych
Napotykanych po drodze

Niedobra Marzenka

Krótka instrukcja czytania moich głupich wierszy

Muszę Ci powiedzieć
Jak masz czytać
Moje wiersze
Te krótkie codzienne
Listy
Pisane do Ciebie

***

Kiedy przeczytasz coś
I powiesz "to niemożliwe"
Na pewno przed chwilą
Przeczytałaś szczerą prawdę
A kiedy jest to brednia
Taka, że można się turlać
Po podłodze ze śmiechu
Na pewno zostało przeze mnie
Przelane przez pióro
Z olbrzymią powagą

***

Natomiast, kochana
Na te myśli
Z którymi się zgadzasz
I twierdzisz
Że to ma dopiero ścisły związek
Z rzeczywistością
Nawet nie zwracaj uwagi
Napisałem je pod publikę
I tylko po to
Żeby jakoś ułagodzić
Twoje zaciśnięte usta
I uratować przed złamaniem
Wszystkie Twoje ołówki i długopisy
Które wymęczasz
Płacząc nad losem szkolnego poety

***

A w praktyce?
Ten pierwszy rodzaj listów
To te, w których Cię uwielbiam
I wyznaję Ci największą miłość na świecie
A drugi?
Drugi to o tym, że mamy swoje życia...

czwartek, 22 października 1998

Telefony komórkowe ogłupiają, szczególnie jak milczą

Wiesz, że słoneczko wyszło?
Zza chmur
I co z tego?
I tak nie zadzwonisz
Tak po prostu
Żeby mnie usłyszeć
To nie w Twoim stylu
No i wolisz zdecydowanie
Dzwonić do kogoś innego

środa, 21 października 1998

Misjonarzem nie będę, Aborygenem też nie, ale zawsze mogę być uchodźcą politycznym

A co byś zrobiła
Gdybyś któregoś dnia
Znalazła w skrzynce na listy
Bilet w jedną stronę
Do Australii
I zaproszenie
I "Kocham Cię"
Napisane drżącą ręką
Maniaka, który o Tobie nie zapomniał?
Odpowiedz, proszę.

wtorek, 20 października 1998

Always look on the bright side of life

Powiedz mi
Jak to będzie
Kiedy spotkamy się
Za kilka lat na ulicy?
Kiedy stojąc pod czerwonymi światłami
Odnajdziemy po drugiej stronie
Nasze spojrzenia?
Czy przejdziesz obojętnie?
W obawie przed językami sąsiadek?
Czy zasłonisz dzieciom oczy
Żeby nie widziały mojego
Głodnego spojrzenia?
Czy może mi wtedy powiesz
Że już możemy być razem....

poniedziałek, 19 października 1998

Muszę zgłosić do telekomunikacji akces na używanie stutysięcznoimpulsowych kart telefonicznych

Chciałbym
Żebyś była przy mnie
Dłużej niż 10 impulsów
Ale co moje chcenie
Ma wspólnego
Z rzeczywistością
A ja w końcu
Muszę rozwalić
Tą całą skorupę
Która mnie szczelnie oblepia
I przyślę ci krótki list
Tylko nie zapomnij
Powiadamiać mnie
O każdej zmianie adresu

niedziela, 18 października 1998

Już nigdy w życiu nie opowiem żadnego dowcipu o blondynce

Zachłannie słucham
Każdego Twojego słowa
Bo wiem
Że niedługo i tego przywileju
Mi zabraknie
Muszę zgromadzić
Jak najwięcej Ciebie
Na te następne
Chude lata

sobota, 17 października 1998

Byłem tam, byłem tam, byłem tam.... jestem wariatem.

Dziś będę blisko Ciebie
Bliziutko
Zastukam nawet
Bezgłośnie do Twoich drzwi
Ale nie dam Ci znaku
Że mogłabyś się we mnie wtulić
I zasnąć
A rano, znalazłabyś
Bukiecik przy śniadaniu
Obok łóżka

piątek, 16 października 1998

To najgłupsze tytuły jakie wymyśliłem

Świat który Cię otacza
Jest moim wrogiem
Bo inaczej
Nie broniłabyś mi
Szukać Twojego szeptu
Tego jedynego
Co mi z Twojego szaleństwa
Pozostało

czwartek, 15 października 1998

Krasnoludki pod moim łóżkiem zapowiadają długą i mroźną zimę

Gdzie jesteś Consuelo
Jesteś mi teraz
Bardzo potrzebna
Bo muszę
Płakać samotnie
A wiesz dobrze
Że to nie najlepszy
Sposób na zabicie smutku

środa, 14 października 1998

Listu elektronicznego nie można otworzyć, przeczytać, włożyć do koperty, i jakby nigdy nic, oddać mężowi

Jakimi ścieżkami
Musiałbym zacząć iść
Żeby spotkać w końcu
Ciebie
Tak, Ciebie
Chyba nie chciałbym
Aby na ścieżce
Nie pozwalała mi przejść
Dalej
Inna kobieta
Której oddałbym to
Co zostało już na stałe
Zaadresowane Twoim imieniem

wtorek, 13 października 1998

A najmniej na świecie lubię zupę ogórkową

Moje szczęśliwe życie
Gdzieś jest
Wiem o tym
Chodzi dokoła
Od czasu do czasu
Dając znaki
Że jeszcze istnieje
I bawi się ze mną
W ciuciubabkę
Trącając mnie czasem
Czasem ciągnąc za włosy
Ale nie pozwala
Zdejmować tej chustki z oczu
Choćbym chciał bardzo
Zobaczyć jak wygląda

poniedziałek, 12 października 1998

Ze wszystkich rzeczy na świecie, najbardziej lubię Królika Bugsa

Znów mnie szczypia oczy
Ale chyba teraz
Z braku snu
A może jednak nie?
Może z tego samego powodu
Z którego zalśniły łzami
Bo wiesz.
Jak się coś gubi
To zawsze trochę boli
A jak trochę boli
To wtedy najszybciej
Reagują oczy
Taki już ich los

niedziela, 11 października 1998

Jakbym nie mógł, tobym o tym nie mówił

Mogę Cię mieć
W moich snach
Tych najpiękniejszych
Taką, jaką znam
Taką, jakiej pragnę
I mogę Cię kochać
Nie mówiąc głosno
O tym nikomu
Bo jeśli byś miała
Przez moje uczucia
Mnie znienawidzieć
To po co?
Milczenie jest takie piękne

Słoneczne zegary nie miały prawa się ślimaczyć

Jak te wskazówki
Wolno się przesuwają
A dookoła obce miasto
Obcy ludzie
A Ty daleko
I ciągle Cię nie ma
Straciłem bezpowrotnie
Promyczek szansy
Na jakąkolwiek zmianę
Zdmuchnał go wiatr
Wznieciony przez rozsądek
I przez jakieś głupie prawa
Które ludzie sobie kiedyś
Wymyślili

Na gwałt potrzebuję dobrego środka przeciwko chwastom na ścieżkach życia

Życie mi nie wyszło
Już ci to mówiłem
Na własne życzenie
I zbyt szybko
Skierowałem je na ściezki
Które są mocno zarośnięte
A wycofać się nie bardzo mozna
Bo gdybym nawet wrócił
To przecież Ty
Idziesz swoją drogą
I jestem zupełnie pewien
Że za moimi plecami
Ciebie nie ma
A gdybym zawrócił
I Ciebie nie spotkał
Naraziłbym świat
Na kolejny potop
Tym razem moich słonych łez

Różnice, których możesz nie znać

Ty byś mi nie kazała
Przestać grać i śpiewać
Ty byś się nie wyśmiewała
Z moich wierszy
Ty byś mi nie odbierała
Wiary w to co robię
Ty byś zrozumiała
Noce spędzone przy ekranie
I popołudnia
Kiedy zmęczenie
Samo zamyka mi oczy
Ty byś nigdy nie kazała
Wynosić się z domu
Ani szukać nowej pracy
Kiedy by spadły zarobki
Ty nie chciałabyś
Zrobic ze mnie kierowcy
Lub murarza, czy cieśli
Tylko po to
Żeby cyferki w jakimś banku
Przyjemnie wyglądały
Przy przeglądaniu stanu konta

sobota, 10 października 1998

Ale czy oczy mogą zmieniać kolor

Kochana
Właściwie moje wiersze
Dla Ciebie
To jedno, olbrzymie
Pożegnanie
Bo przecież wiem
Kogo Ty kochasz
Naprawdę
Dla mnie zostawiając
Tylko szept
Kiedy zapragnę Cię usłyszeć...
...a twoje oczy są zielone...

Łzawiące oczy mogą być powodem zmęczenia

Czasem trudno jest żyć
Jeśli się sztucznie
Nie wywoła uśmiechu na twarzy
Jestem w tym dobry
Wiesz?
Przez wiele lat
Musiałem to robić
Jedynie kiedy Ty
Jesteś blisko
Mogę zapomnieć
O tej potrzebie
Kiedy jesteś blisko
Mam uśmiech w serduszku
Chociaż czasami
W oczach widać coś innego

Nie mam nic bo potrafię tylko dawać

Nie mam nic
I będę miał jeszcze mniej
Bo dociera do mnie
Świadomość
Co jeszcze straciłem

To czego mi brakuje to kobieca intuicja

Dlaczego Ty zawsze
Musisz mieć rację?
Kimkolwiek jesteś
Zawsze próbujesz
Przekonać mnie
Że kochać nie warto
Chociaż
Ja wiem, że na mnie
Nie masz miejsca
W swoim życiu
I czasem głupio
Mi nawet mówić
Że cię kocham
Ale czemuż miałbym
To akurat przed Tobą
Ukrywać