środa, 31 lipca 1996

Zgliszcza

Muszę odwiedzić mojego przyjaciela
Tego z młodości
Ten nadwiślański bulwar
Obudzony ze snu remontem
I pogłębianiem rzeki
Zgliszcza domu przy bulwarze
I zapłakany klomb
Przy którym wieczorem płoną świece
Tylko on był naocznym świadkiem
Koronnym powiernikiem
Skoku z trzeciego piętra na bruk
Na którym ktoś zasadził bratki

wtorek, 30 lipca 1996

Noc w Irlandii

Brudne ulice za oknami
Nie przynoszą wesołych myśli
Nic się nie zmieniłaś
Nadal obgryzasz paznokcie
Wypluwając je na chodnik
Dalej śpiewasz wulgarne piosenki
Idąc główną aleją San Francisco
I wciąż najlepiej się czujesz
W naszej ulubionej piaskownicy
Na podwórzu przy dwudziestej drugiej ulicy

poniedziałek, 29 lipca 1996

Do widzenia Marianno

Twój dzień się skończył
Widzisz zachodzące słońce
Nie napiszesz już listu
Do ukochanego na morzu
Nie dojdziesz dzisiaj
Do swojej oazy
Gdzie wodą byś zwilżyła
Spragnione usta
Twój dzień minął
Błysnął niespostrzeżony
Bóg rzucił słońce za szybko
W kierunku zachodu
Nawet nie zdążyłaś się obudzić
Z nocnego snu wczorajszej ciemności
Świeca dopaliła się do stołu
A psy dalej wyją do księżyca

niedziela, 28 lipca 1996

To musi być miłość

Patrzę na Ciebie
I myślę, że Cię kocham
Twoje czarne włosy
Twoje zielone oczy
Wtulasz się we mnie
Mrucząc moją ulubioną melodie
Ocierasz się o mnie
Prowokacyjnie
A przecież nasza przyszłość nie istnieje
Nasza przyszłość jest inna
Od dnia naszych narodzin
To na nic, że tak na mnie patrzysz
To na nic, że chodzisz za mną
Gdziekolwiek bym nie poszedł
Zbyt wiele nas różni

Przecież, kurwa,

Ty jesteś kotem

Mówię do kota... !
Do pieprzonego, czarnego kota!

sobota, 27 lipca 1996

Marianno

Zawiłymi ścieżkami wędrujesz
Marianno
Przez las gdzie ciemność
Zdejmij z oczu te ciemne okulary
Będzie jaśniej
Skomplikowane masz rysy dłoni
Marianno
Trochę zawiłe życie
A ten cień na Twoich piersiach
Marianno
Który to z Twoich mężczyzn?

piątek, 26 lipca 1996

Czas na rzeczywistość

Kochanie, obudź się
Przyszedł czas na sen
Przedłużmy tę noc w nieskończoność
Niech słońce nie waży się wstać
Zapalmy świeczkę na stole
Niech świeci
Połóżmy obok świeczki
Nasze okulary
Niech się wpatrują w siebie
Póki będzie je rozjaśniał
Blask ognia
Zbadajmy dokładnie nasze dłonie
Niech szukają wśród siebie miejsc
W których najlepiej do siebie pasują
Wystawmy przez okno
Serdeczne palce
Krzycząc głośno
"Odpierdol się od nas ty pieprzony świecie!"

czwartek, 25 lipca 1996

Zdrajcy

Kwiaty w ogrodzie botanicznym
Są oszustami
Którzy próbują przemycać
Obce piękno
Żaden z nas nigdy nie zachwycał się
Urodą kolców kaktusa
Ani pięknem angielskiej pokrzywy

środa, 24 lipca 1996

Pierwszy zawał

Ludzkość nie przetrwa
Ze zbyt kruchego materiału
Zbudowano człowieka
A na dodatek to serce
Nie wiadomo po co
Zaplątujące się
W niezrozumiałe intrygi
Cóż to jest miłość?
Kilka nagłych skurczy jakiegoś mięśnia
Czy może pierwszy zawał?

wtorek, 23 lipca 1996

Trzeci mur

Mam cichą nadzieję
Że siłom ciemności
Zabraknie materiałów budowlanych
Na postawienie pomiędzy nami
Jeszcze jednego muru
Trzeci zaczyna już kruszeć
Zbyt szybko był stawiany
I na zbyt marnych fundamentach
Myślę, że czwartego
Już nikt nie zdoła postawić

poniedziałek, 22 lipca 1996

Zepsuty czas

Szybciej i szybciej
Coraz szybciej mkną wskazówki
Zepsutego zegara
Odmierzającego mi czas
Szybciej przemija lato
Szybciej wysycha zima
Szybciej mknie moje życie
A Ty pozostałaś
W tej drugiej strefie czasu
Tej normalnej
Nie zepsutej

niedziela, 21 lipca 1996

Sekunda nad ranem

Między czwartą nad ranem
A czwartą nad ranem
Istnieje jeszcze cała
Bezsensowna doba
Którą trzeba przeżyć
Żeby uczciwie zapracować
Na tę sekundkę
Prawdziwej miłości

sobota, 20 lipca 1996

Zielonypokój

Lasy zazieleniły się na nowo
Greenpeace pomalował wszystkie liście
Olejną farbą

piątek, 19 lipca 1996

M.A.S.H.

Te wiersze sprzed roku
Kto jeszcze pamięta
I wysoki mur z kamienia
I zmarznięte ręce
Te deszcze, które padały jesienią
Już wyschły letnie łzy
Ten jazgot telefonów
Głusza niepodnoszonych słuchawek
Czy widzisz ten znak na niebie?
Tę łunę nad rodzinną wioską?
Tą krwawą ranę rozdartą w chmurach
Skrzydłami wirnika śmigłowca
Kończymy tę wojnę
Panie Generale
Zamykamy polowe szpitale
A pana, Panie Generale
Przewieziemy bezpiecznie
W opancerzonym cadillacu
Przez główne ulice Waszyngtonu
Prosto do białego domu
Najważniejszego prezydenta
I tam, Panie Generale,
umrzemy
Na Pana oczach.

czwartek, 18 lipca 1996

Dunkierka

Pamiętasz Dunkierkę?
Kiedy w popłochu
Uciekałeś w fale oceanu
Depcząc złoty piasek plaży
Niszcząc wszystkie
Zamki wybudowane w lato przez dzieci
Antywojenny wiersz
Dobre sobie
Kiedy we mnie wciąż trwają walki
Bardziej krwawe
Niż kilka lat temu w Jugosławii

środa, 17 lipca 1996

Cztery kwadraty

Sam na sam ze sobą
Mogę myśleć bez ograniczeń
Mogę nucić ulubione piosenki
Z brzydkimi słowami
I żadna policja
Żaden ksiądz
Nie powie mi
Nie każe mi przestać
jest cool,
very cool,
but sad

wtorek, 16 lipca 1996

Ostatni śnieg

Spadł ostatni śnieg
Tej wiosny
Potłukł się dotkliwie
O zmarzniętą ziemię
Roztarł siniaki
Otrzepał kurz ze spodni
I spokojnie
Jakby niby nic
Poszedł na wschód

poniedziałek, 15 lipca 1996

Droga na oślep

Wiosna dookoła
A za oknem śnieg
Wpatruję się tępo
W szybę przede mną
I widzę gwiazdki śniegu
Lecące gwałtownie w moją stronę
I jeszcze gwałtowniej
Rozbijające się o szybę
Na szczęście
Jadący przede mną TIR
Każe mi całą uwagę
Skupić na jego tylnych czerwonych światłach
I czar pryska
Przestaje się nad rozbijającymi
Gwiazdkami rozczulać

niedziela, 14 lipca 1996

Powrót

Strach przed sygnałem telefonu
W słuchawce
tej nie podnoszonej z drugiej strony
Był tak silny
Że nogi same zaczęły
Drżeć
Ugięły się pode mną
I gdyby nie to
Ze w pobliżu nie było krzesła
Pewnie musiałbym usiąść
Aby je uspokoić
Ale nie było krzesła
I drżały dalej

sobota, 13 lipca 1996

Klucz

Jak znaleźć klucz
Do Twojego serca
Jak otworzyć je dla mnie
Już nic nie mogę wymyślić
Już nic nie przychodzi mi do głowy
Jak wyrwać Ci miłość
Co zrobić, żebyś zwariowała
Co zrobić, żebyś zapomniała
Że są na świecie jakieś wartości moralne
Jak długo mam na Ciebie jeszcze czekać
Jak długo każesz mi tak cierpieć
Jak długo jeszcze
Zawsze?

piątek, 12 lipca 1996

"Pocałuj mnie teraz, tak gorąco"

Twój uśmiech zawsze
Wprawia mnie w zakłopotanie
Od dnia dziecka, pamiętasz?
Twoje smutne oczy
I usta mówiące w przestrzeń
"Pocałuj mnie teraz, tak gorąco"
I co ja mam wtedy robić
Chciałbym Cię pocałować
Ale jeśli Ty to tylko śpiewasz?
Twoja obecność jest dla mnie
Zbyt cenna, żeby ją tracić
Przez głupie interpretacje chwil
A prawdopodobieństwo tego
Ze naprawdę chcesz mojego pocałunku
Jest zbyt znikome
Abym mógł pozwolić sobie na ryzyko

czwartek, 11 lipca 1996

Już wszystko

Cyk cyk cyk
Umyka czas
Odmierza sekundy
Dodaje jedną do drugiej
I składa lata
Eee to już chyba było
Zaczynam się powtarzać
To znak, że się starzeję
I znak, że chyba już
Napisałem wszystko
Co chciałem napisać
Czy znów trzeba odłożyć pióro
Na następne dziesięć lat
A co zrobić z nowymi myślami
Przez poprzednie dziesięć lat
Wiele myśli odleciało bezpowrotnie
Nie wrócą w takim samym wcieleniu
A szkoda by było, żeby pozostały zapomniane

środa, 10 lipca 1996

Sny

Sen śni sny w nocy
W dzień ja śnię sny
Kiedy sen śnić kończy
Ja zaczynam śnić
Kolorowy sen
W dwóch kolorach
Wczesnej wiosny
I późnej jesieni
Sen śni sny w nocy
W trzech kolorach
Wiosny, jesieni
I czarnym...

wtorek, 9 lipca 1996

Bom Bom Bom Bom

Wczoraj też była noc
I też byłem sam
I też zegar wybił
Smutno nad ranem
Cztery złe tony
Bom Bom Bom Bom
A cały zgiełk potem
Zamknął się dźwiękiem
Budzika ożywionego
Krakaniem wron
A może wronianiem tych wron
A krukaniem ...
kruków