niedziela, 31 sierpnia 1997

31.

Zcałuję z twych włosów
Każdy pyłek
Jeśli droga, którą idziesz do mnie
Budzi się kurzem przy każdym kroku
A jeśli rozbolą cię nogi
Zawsze możesz odpocząć
Na moich kolanach
I będziemy się kochać
Do szaleństwa kochać
A kiedy już oszalejemy
Pójdziemy do sauny
Kochać się dalej...

sobota, 30 sierpnia 1997

30.

Znów mam przed sobą to zdjęcie
I coraz bardziej chcę uciec
Rzucic to wszystko co mam
I zacząć od początku
Od początku budować świat
Unikając po drodze
Błędów które zrobiłem dotąd
Marzę o tym co znajdę
Za okularami zasłaniającymi
Ci twarz
O tym, co mi powiesz na dzień dobry
Nie mogę sobie tylko wyobrazić
Naszego rozstania

piątek, 29 sierpnia 1997

29.

Nie mogę sobie nawet wyobrazić
Co ze mną potrafiłabyś zrobić
Jeśli byłabyś tak zupełnie blisko
Czy wiesz, ze kochaliśmy
się w przestrzeni
Gdzieś między Łodzią a Kielcami
I jeden Bóg wie, jak wysoko
Nad Ziemią
Unosiły się nasze ciała
Na samą myśl o wczorajszej rozmowie
Robi mi się ciepło
I będę wyczekiwał niecierpliwie
Następnego spotkania
W elektronicznym świecie
W naszym idealnym świecie

czwartek, 28 sierpnia 1997

28.

Wczoraj dowiedliśmy
Istnienia wirtualnego seksu
Do wczoraj w to nie wierzyłem
Puszczałem mimo uszu
Informacje o rzeczywistości
Wykreowanej przez maszyny
O elektronicznych miejscach
Matematycznych światach
Ale jeśli to co widzę na ekranie
Potrafi mnie doprowadzić
Do takiego stanu uniesienia
To to naprawdę istnieje
Czułem dokładnie wszystko
Co moje oczy przeczytały
Przetworzyły na impulsy
Które do mózgu dotarły
Już jako zwykła, wysokooktanowa
Adrenalina

środa, 27 sierpnia 1997

27.

Perełko najsłodsza
Poziomko ty moja
Nawet bez pączka
Twe usta będą mi smakować
I tylko wytrwajmy
Aż stanieją przeloty
A z drugiej strony ziemi
Nikt nie będzie nas szukał
Kiedy uciekniemy
Szukając noclegu na zawsze
Czy wiesz, że są kraje
Gdzie nie ma zimy
I codziennie jest ciepło?
A nawet jeśli w nocy
Chłód na chwilę się przybłąka
Będziemy mieli nasze ciała
Nastawione na najwyższą
Temperaturę z możliwych
Tak aby nigdy, przenigdy
Nie było nam chłodno
Tym bardziej w uczuciach
Miłość jest ciepła
To przyzwyczajenie jest zimne.

wtorek, 26 sierpnia 1997

26.

Jak mam cię kochać
Żeby było dobrze
Jak mam to zrobić
Żeby nie umrzeć
Jak mam cię spotkać
Żeby cię nie stracić

Spotkamy się
A ty powiesz "To ty?"
"Na zdjęciu byłeś inny
Byłeś moim ideałem
Wracaj skąd przyjechałeś
Przyślij brata
Może jest ładniejszy"

Ale jednego jestem pewien
Tak jak tego że jestem
Przy tobie, słoneczko
Nie płakałbym wcale
I wcale a wcale
Nie tęskniłbym tak
Jak teraz, gdy życie
Z dnia na dzień mi mówi
"Stary, jeszcze tu jesteś?"

poniedziałek, 25 sierpnia 1997

25.

Widzisz jakie myśli
Przychodzą do głowy
Z tęsknoty
Z niemocy
Ze zmęczenia
Widzisz jak myśli
Twój wirtualny kochanek
Twój wyśniony ideał się boi
Po prostu, po ludzku - się boi
Boi się czasu
Boi się samotności
Boi się zbuntować - już teraz
Jeszcze trochę a się rozpuści
W tym strachu zupełnie
I kiedy kosmici napadną ziemię
Zostanie po mnie galaretowata
kałuża
Z pływającym w środku
Nierozpuszczonym mózgiem

niedziela, 24 sierpnia 1997

24.

Czasami dobija mnie myśl
O czasie, który nam dałem
Będę wtedy taki
Jak w piosence Lennona
Zgrzybiały, sfrustrowany
Zakompleksiony, marudny
Czy jesteś pewna
Że jeszcze wtedy
Będziesz mnie chciała?
Kiedy osiwieję do białości
Kiedy zżółkną mi zęby
Kiedy powypadają włosy
I kiedy skleroza
Nie pozwoli mi cie poznać...

sobota, 23 sierpnia 1997

23.

Nie chcę jeszcze zasypiać
Bo nie wiem co mi się przyśni
A kiedy nie śpię
Potrafię sobie sny sam wyobrazić
Te na które czekamy
Te w których jesteśmy sami
Zdecydowani na miłość
Zdecydowani na życie
Obok nas, na stole
Wpatrują się w złączone ciała
Moje i twoje okulary
Odbija się w nich blask
Naszych niespełnionych snów
Tych najcieplejszych
W których lato nie przemija
W których po niedzieli
Jest sobota
I w których nie muszę
Myśleć już o rzeczywistości

piątek, 22 sierpnia 1997

22.

Czas goi rany
Czas jest najlepszym lekarzem
Czas jednak też
Pozwala zapominać
Gdzieś kiedyś słyszałem
"zapomnisz - tak jak każdy zapomina"
I kiedy przypomniałem
Sobie to zdanie
Pomyślałem, że nie lubię czasu
Bo czas może mnie zabić
Wymazując z Twojej pamięci
Jak zmazujesz gąbką tablicę
Linijka po linijce
Słowo po słowie
Wiersz po wierszu
Zdjęcie po zdjęciu
A w twoim wypadku
Czas ma jeszcze sprzymierzeńca
Taki mały klawisz z napisem "del"
Nie mówiąc już o wirusach
Które krążą wokół ciebie
I próbują mnie nawrócić

czwartek, 21 sierpnia 1997

21.

Naprawdę można zwariować
Próbując myśleć realnie
Jestem prawie pewien
Ze Bóg - tworząc kobietę
Nie myślał, że zrobi Adamowi
Aż taki dowcip
Może to była kara za lenistwo
A jabłko, było tylko pretekstem
Do pozbycia się z raju
Tej pary rozpustników...
Goniących codziennie nago
Za nieskrępowanym seksem

środa, 20 sierpnia 1997

20.

Natchnienie to rzecz umowna
Ale kiedy myślę
Że nasza miłość
Może się skończyć
Równie szybko, jak się zaczęła
Podbiega do mnie
Z kartką i piórem
Wyrwanym brutalnie
Ze snu w szufladzie
I każe pisać
Pisz - mówi
Teraz się boisz
Ty wiesz, ze ze strachu
Piszesz najlepiej
Wiesz, ze wylewając ból
Nie masz czasu myśleć
A ja to wszystko
Przerobię na pieniądze
I podzielę się z tobą równo
dziesięć do dziewiećdziesięciu
Przestań, tobie i tak wystarczy

Ta niespełniona miłość

wtorek, 19 sierpnia 1997

19.

Consuela była ze mną zawsze
Zawsze kiedy coś się działo
Przychodziła
I słuchała
Była wierną słuchaczką
Potrafiła stać godzinami
W bezruchu przy oknie
Kiedy ja wylewałem
Na podłogę cały żal
A potem podchodziła
Siadała na rogu łóżka
I śpiewała mi kołysankę
Żebym spokojnie zasnął
I rano nie pamiętał bólu.

poniedziałek, 18 sierpnia 1997

18.

Powiesz: poziomki rosną wszędzie
A pamiętasz księcia z bajki
Tego najmniejszego
Nie tego, na którego się czeka
Miał wybór
Tysiące takich samych róż
A jednak wrócił tam
Gdzie więdła ta jedna
Jedyna tylko dla niego
Pamiętasz drogę
Jaką musiał przebyć?
Pamiętasz węża?
"Zagubiony na pustyni
nie miał już żadnej nadziei na ratunek
Dniem towarzyszyło mu słońce
Nocą gwiazdy
Consuela - było to imię jego dziewczyny"

niedziela, 17 sierpnia 1997

17.

Trudno jest Ciebie kochać
Im dłużej tym trudniej
I trudno o sobie myśleć
Tak całkiem dobrze
Kochać w ogóle jest niełatwo
A kiedy Ty jesteś daleko
A ja jeszcze dalej
Tak jak teraz
Kiedy myślami
jestem w Australii
To cud prawie
Że jeszcze nasze myśli
Potrafią się odnaleźć
Przebić na wylot
Jądro ziemi
I stanąć na głowie
Żeby potrzeć się noskami
Jak Eskimosi

sobota, 16 sierpnia 1997

16.

Właściwie po co kombinować
Świat i tak kiedyś umrze
Może nawet wcześniej
Niż Polska znajdzie się w NATO

piątek, 15 sierpnia 1997

15.

Moje poziomki rosną daleko
Tak daleko, że skosztować
Ich delikatnego smaku
Muszę na razie w marzeniach
Bo kiedy nie przyjdą do mnie
W kolorowych snach
Pragnienie wyrywa krzyk
Ze skrępowanego gardła
A przecież jeszcze nie wiosna
I krzykiem mógłbym zbudzić
Śpiące niewinnie niedźwiedzie
I narazić je na atak
Wygłodniałych wilków
Czychających w kniejach
Na taką okazje
I biednym niedźwiedziom
Przytrafić by się mogło
To co kiedyś dinozaurom
Kiedy zbudził je nagle
Mrożący świat krzyk
Zrozpaczonego neandertalczyka