Na białej skórze
Przed ciepłym kominkiem
Pieściłbym Ciebie
Aż do rana
Z uwielbieniem
Graniczącym z księżycową
Poświatą
Wdzierającą się
Przez uchylone żaluzje
I nikt tego nam
Nie byłby w stanie odebrać
Dotyku, pocałunków, szeptów
I poranków
Kiedy odnajdywalibyśmy
Nasze zmęczone ciała
Obok, tak blisko
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz