poniedziałek, 30 listopada 1998

Pocałunkowa ławeczka na zakręcie

Jest dobrze, wiesz
Tylko czasami
Zabraknie mi
Ławeczki przy zakręcie
Którą mi ofiarowałaś
Na tak długo
I tylko raz
Akurat tyle
Ile pocałunków
Miałaś dla mnie
Przeznaczonych

niedziela, 29 listopada 1998

Siedzimy za ścianą

Mur się urealni
I będzie miał imię
Trzydzieści
I dzielić nas będzie
Jedno z Twoich wspomnień
Które zamieszka
Na stałe
Pomiędzy nami

sobota, 28 listopada 1998

Zadzwoń, kiedy się obudzisz

Miałem Twoje szepty
A teraz zapomniałem
Chcesz tego
Ależ bardzo proszę
Kłamstwo mam opanowane
Do perfekcji
I nie poznasz nawet
Że to ja Cię niepokoję
Stukaniem w okno
O północy

piątek, 27 listopada 1998

Promyczku

Nie dasz rady
Promyczku
Pokazać mi
Jaki jestem niedobry
Pokazano mi już to
Bardzo dawno
I właśnie teraz
Przyszedł czas
Na przyznanie wszystkim
Racji

czwartek, 26 listopada 1998

Za tydzień

Za tydzień już będę inny
Zupełnie inny niż dzisiaj
Zniknie zmęczenie
Z moich oczu
Zniknie ból
Dookoła mnie
Pojawi się pustka
I będę z nią żył
Jak z najbardziej
Egzotyczną kochanką

środa, 25 listopada 1998

Nauka obcych języków

Ludzkie języki
Potrafią wiele
A najbardziej
Jadowicie wspomagać
Kąsające ostre ząbki
Wyrastające
Po kojarzeniu faktów
Których ja nie będę ukrywał
Chociaż może
Dla moich wielbicielek
O których to Ty mi mówiłaś
Właśnie ginę

wtorek, 24 listopada 1998

Kraków nocą

Spacerowałaś kiedyś
Po krakowskiej starówce
Po północy?
Rozświetlone stare mury
Sztucznym światłem reflektorów
I rozpoznajesz już
Poszczególne cegiełki
Na których odpoczywał
Twój wzrok
Kiedy wyobrażałeś sobie
Że przy Tobie
Jest ciepło drugiej osoby
Tej potrzebnej do tanga
I potrzebnej
Do zerwania
Czterolistnej koniczyny
Kwiatu paproci
Obojętnie jakiej baśni
Której brakuje
Szczęśliwego zakończenia

poniedziałek, 23 listopada 1998

Brakujące ogniwo

Kiedy noc się skończy
Zabraknie mi Ciebie
Znów
Dopóki nie zawołam
Twojego istnienia w sieci
Rozplecionej
Dla nas, maleńka
Promyczku
A jeśli zabraknie
Technicznej myśli na świecie
I zaczniemy znów
Posługiwać się
Językiem migowym
Wtedy umrę
Bo nic mnie nie będzie mogło
Połączyć z Tobą

niedziela, 22 listopada 1998

I tyle z tego pamiętam

Już tęsknię
Wiesz?
Czy On tęskni tak samo?
Cieszę się tylko
Dlatego
Że widzę Cię częściej
Dużo, dużo częściej
I rozmawiam z Tobą
Na wiele więcej tematów
I częściej
I częściej
Jesteśmy razem codziennie
A on
Jest z Tobą
Kiedy się spotkacie
Ale ma Cię całą
I na zawsze...

sobota, 21 listopada 1998

Podróż poślubna

Na spacer
Zaproszę Cię po ślubie
Kiedy zamieszkasz
W nowym, czystym mieszkaniu
I zakończysz miodowy miesiąc
Wkradnę się wtedy
Na pięć minut
Obok Ciebie
I opowiem Ci
Wszystkie moje życzenia
Jakich nie wyduszę z siebie
Kiedy będę Ci wręczał kwiaty
Po twoich słowach
Przysięgi małżeńskiej
Składanych ukochanemu
Przez Ciebie mężczyźnie

piątek, 20 listopada 1998

Ławeczka

Na ławce
Przed Twoim domem
Znów się bałem
Tak jak wtedy
Kiedy wprowadzałem Cię
W najlepiej mi znane tajniki
I odsunęłaś moją dłoń
Ze swoich włosów
Bałem się przytulić
Ogrzać zmarznięte ciało
A nawet poszukać
Twojej dłoni w ciemnościach
Bo kochać jest Cię trudno
Skoro za dziesięć minut
Ma zadzwonić
Twój najważniejszy mężczyzna
Wybranek
Który przyćmił
Wszystkie moje zalety
Pozostawiając na zewnątrz
Tylko wady

czwartek, 19 listopada 1998

Na wirażu

Mam na ścieżce życia
Ostry zakręt
Prawie taki
Przy którym mieszkałaś
Dziewięćdziesiąt stopni
Zmieni wszystko
I udowodni
Że nie należę
Do gatunku
Którego postać przyjąłem

środa, 18 listopada 1998

Tam ta ram

Zaczynam nowe życie
I takie
Jakiego bałem się
Dziesięć lat temu
Ale już się nie boję
Nie płaczę
Dziesięć lat bólu
Odsunęły ode mnie
Złe myśli
Do których życie
Zdołało mnie przyzwyczaić
Na tyle
Że je polubiłem

wtorek, 17 listopada 1998

Niewiarygodne opowieści

Nawet jeśli
Czekać będę na próżno
I pewnego dnia
W skrzynce na listy
Znajdę zaproszenie
Na Twój ślub
I tak będę Ci wdzięczny
Bo dzięki Tobie
Skręciłem wreszcie
Na tę właściwą drogę
Na tę, która mnie zaprowadzi
Do mojej Australii
Gdziekolwiek ten ląd
Znajduje się, gdziekolwiek
Zatrzymam się na dłużej
A moje kochanki
Też będą musiały
O mnie zapomnieć

poniedziałek, 16 listopada 1998

Rozstrzelajcie mnie

Wolność
Zamknięto w nagich ciałach
Nawiedzających mnie w nocy
I tylko we śnie
Możesz odwiedzać mnie
W tak wielu postaciach
I śmiać się
Dlatego że jestem blisko
Milionami śmiechów
Uśmiechów
Rozbawionych oczu
I tych przyspieszonych oddechów
Oddawanych mi
Z pocałunkami

niedziela, 15 listopada 1998

Kosmita

Jestem z innego świata
Zawsze byłem inny
Zawsze za późno
Rozumiałem znaki
Mówiące o zbliżającym się
Skrzyżowaniu mojej drogi
Na przyszłość
I reguła się znów
Powtórzyła
Świat jak zwykle
Śmieje mi się
Prosto w twarz

sobota, 14 listopada 1998

Biała siła

Na białej skórze
Przed ciepłym kominkiem
Pieściłbym Ciebie
Aż do rana
Z uwielbieniem
Graniczącym z księżycową
Poświatą
Wdzierającą się
Przez uchylone żaluzje
I nikt tego nam
Nie byłby w stanie odebrać
Dotyku, pocałunków, szeptów
I poranków
Kiedy odnajdywalibyśmy
Nasze zmęczone ciała
Obok, tak blisko

piątek, 13 listopada 1998

Do tanga

Dwojga potrzeba
Do tak wielu rzeczy
A my jesteśmy razem
Tylko wtedy
Kiedy splatamy dłonie
Niewinnie
Przypadkiem
Ukradkiem
I na nic więcej
Sobie nie pozwalamy

czwartek, 12 listopada 1998

Niedobra Ty

Z twoich monologów
Z całej mazi złości
Którą na mnie wylewasz
Zostaje mi tylko ból
I to on nie pozwala mi
Na którekolwiek
Z twoich podchwytliwych pytań
Odpowiedzieć

środa, 11 listopada 1998

Moje nastepne dziesięć lat

Nie wiem co zrobić
Muszę przerwać milczenie
Za długo już trwa ten żart
Każda noc boli
I poranek
A kiedy sen znika
I znów rzeczywistość
Daje mi kopa w dupę
Nie potrafie
Zamknąć oczu
Żeby wyobrazić sobie
Swoje następne dziesięć lat

wtorek, 10 listopada 1998

Wdepnęliśmy w wielkie, krowie kłamstwo

Ukrywamy skrzętnie
Nasze wspólne istnienie
I sami w to uwierzylismy
Że nic między nami nie ma
Odpychając skojarzenia
Różnych dziwnych ludzi
Rezygnując z ogłoszenia
Prawdy wszystkim
Wdepnęliśmy sami w kłamstwo
Okłamujac siebie
Tak samo jak innych
Że nasze spojrzenia
Nic nie znaczą

poniedziałek, 9 listopada 1998

Notorycznie kłamię

Jeśli nie wierzysz
W moje słowa
To nie wierz
Słowa potrafią kłamać
Ludzkość potrafi
Słowami
Okraść każde uczucie
Ale spójrz na to
Co robię
Kiedy przez pół godziny
Nie mam od Ciebie
Żadnej wiadomości