poniedziałek, 31 lipca 1995

Serce

O co tu chodzi?
Przecież serce to tylko
Trochę krwawego mięsa
Więc dlaczego tak bardzo
boli...

niedziela, 30 lipca 1995

Piosenka

Wyśpiewałem sobie dzisiaj
Twoją miłość
Ot, tak, wziąłem gitarę
Zacząłem grać
A słowa podawało mi serce
Ale wiesz...
"Gdy Ci to śpiewam,
u mnie pełnia lata,
gdy to usłyszysz,
będzie środek zimy"

sobota, 29 lipca 1995

Choroba XXI wieku

Zwariowałem?
Tak. Na pewno.
Świat został tak dziwnie
skonstruowany
Że nie pozostało mi nic innego
Żółte papiery pomogą mi
Przetrwać kilka ciężkich lat
trzy, piec, dziesięć... może więcej
Znajdują się życzliwi ludzie
Którzy próbują mnie leczyć
Być może i bez mojej wiedzy
A ja chce być chory dla siebie
Nie chce sztucznych antybiotyków
Nie będę truł duszy zastrzykami
Przepisanymi przez znachorów
Wyleczę się z tej choroby naturalnie
Będę żył chory, chory, chory
I umrę.
I już.

piątek, 28 lipca 1995

Wiosna 1990

W pogrzebie Muru Berlińskiego
nie brałem udziału
Zbyt przygnębiałaby mnie
Radość tłumów
I ten niezrozumiały język
Gdybym tam się znalazł
W środku festynów
Zaczepiałbym każdego
Napotkanego tubylca
I cichutko prosił
"hilfe"
A we łzach odbijałyby mi się
Iskry fajerwerków

czwartek, 27 lipca 1995

Wieża Babel

Narody powstały
przez nieporozumienie
Pierwsze dzieci
Bawiąc się w swoje gry
Narysowały linię
między sobą
I zaraz każdy
Zaczął rozmawiać
Innym językiem

środa, 26 lipca 1995

Pielgrzymka

Zaciągam zasłony
Zamykam żaluzje
Chowam głowę w ramiona
Ciemność dookoła
Wreszcie ciemność
Chodzę dookoła stołu
Intuicyjnie omijając cztery rogi
W ciemności przechodzę
Kilkaset kilometrów

wtorek, 25 lipca 1995

Chwila

Chwila jest chwilą
Chwila nie zastąpi
wieczności życia
Musiałem przez chwilę
Znów na Ciebie spojrzeć
Musiałem przez chwilę
Przez taką krotką chwilę...
Życie trwało za długo
Musiałem tą chwilą
Trochę je urozmaicić
Nic się nie zmieniłaś

poniedziałek, 24 lipca 1995

Dzień dziecka

Nie dla mnie już Twoja miłość
Nie dla mnie się uśmiechasz
Nie dla mnie patrzysz
tak jak kiedyś
Nie dla mnie śpiewasz
wesołe piosenki
Ten ranek już nie dla mnie
Mrozi szyby samochodu
Ten bar na rogu otwierają
Już nie dla mnie
Już nie dla mnie Twoja milość
Nie dla mnie słuchasz płyt
Żeby znać słowa miłosnych piosenek
Do wspólnego śpiewania
Już wszystko minęło bezpowrotnie
Wszystko ucichło, zamarło
Świt się budzi, zapada noc
Przemija lato, pada śnieg

niedziela, 23 lipca 1995

Jedyne pragnienie

Kiedy całe moje ciało
Pragnie tylko tego
Żeby się do Ciebie tulić
I kiedy Ty nie pozwalasz
Na tę mala ekstrawagancję
To wtedy wlaśnie
Zaczynam chorować
Na wszystkie choroby świata.

sobota, 22 lipca 1995

Liście

Za oknem jesień
Liście, jeden po drugim
Szukają miejsca
Gdzie mogłyby przezimować
Lecz zanim lekki puch
Pokryje ich skręcone ciała
Będą złocić się i czerwienić
Na czarnym asfalcie ulicy

piątek, 21 lipca 1995

Jednostronna kontrola

Skąd wiadomo, że to już?
Ktoś to kontroluje?
Ktoś orientuje się
Kiedy pozwolić
Amorek na pewno sam
Nie dałby sobie rady
Jest taki malutki, bezradny
Czasem brak mu sił
Żeby dobrze napiąć łuk
Czasami jego strzały
Nie mają siły
Żeby wbić się głęboko w serce
Czasem tylko ocierają się
grotami o cel
I wtedy miłość pozostaje
Jednostronna, niespełniona.

czwartek, 20 lipca 1995

Trzyipółlistna koniczynka

Znalazłem kiedyś namiastkę
Szczęścia
Niewyrośnięte to było szczęście
Takie malutkie
Ledwo je zauważyłem
Gdyby nie to
Ze zawsze potrzebowałem
Choćby jego maleńkiej części
Pewnie bym go wcale
nie zauważył
Przeszedłbym obok niego
Myśląc, że już nigdy go nie spotkam
Aż tu nagle
Patrzę...
Szczęście, takie malutkie
wiecie, niewyrośnięte
Nachylam się niżej
Biedne szczęście
Takie malutkie
Ale w końcu je znalazłem
I jest moje
Całe, malutkie, moje!

środa, 19 lipca 1995

Cool

Cool
Do you know what is "COOL"
Cool is that...
To jest tak, jak promyk słońca
Przebijający się przez chmury
I trafiający dokładnie w Ciebie
I wtedy jest Cool
I wtedy jest o wiele więcej niż dobrze
Ale wiesz, jak to jest SUX?
Sux is when you go down
Kiedy już niżej nic nie ma
Kiedy dno jest tak blisko
Ze leżysz dokładnie na nim
Niżej nie ma już nic
Nic co by Cię mogło bardziej...
Bardziej też już nic nie ma
Czasami jest cool
Czasami jest sux
But everytime is sux
'cause You do not want to love me
Everyday You don't do it
And I go down every day
Everyday I will get down
Bliżej i bliżej, i jest coraz bardziej SUX
Ale...
But today you are here
You are looking (sometimes) to me
You are talking to me
Just few words, funny, silly words
But I'm happy
'cause You are close to me
Very close to me...
I'm happy today
Ale jutro...
Jutro już będziemy daleko od siebie
Tak daleko, ze moje myśli
Na pewno do Ciebie nie dotrą
Wymkną się ode mnie
I będą błądzić po całym kraju
A do Ciebie nie dotrze nawet impuls
Nawet ta głupia namiastka
O której myślałem kiedyś
Ale... takie jest przecież życie
Life is brutal
Very brutal, but
Sometimes...
full of surprises
Ale na te niespodzianki
trzeba czekać czasami całe życie
Trzeba czekać cierpliwie
Trzeba czekać cierpliwie
Trzeba uważnie obserwować życie
Bo te niespodzianki mogą przemknąć
obok Ciebie niezauważone
W ferworze niespełnionych marzeń

wtorek, 18 lipca 1995

Śnił mi się sen

Śnił mi się sen
Bo cóż innego niż sen
Może się śnić?
Ale to był specjalny sen
Wreszcie runął mur
Zwalił go drobny gest
Podmuch wiatru
Jedna myśl
Runął doszczętnie
Nie zostało po nim nic
Śnił mi się sen
W którym już mur
Nie przeszkadzał mi Cię kochać

poniedziałek, 17 lipca 1995

Consuela A.D. 1995

Wróciła, wiedziałem, że wróci
Zawsze wracała
Kiedy było mi smutno
I źle
Wplatała mi dłonie we włosy
I lekko muskając palcami skronie
Pomagała odgonić palące zmęczenie
Zgarniała rękoma ból z piersi
Rozgrzewała zmarznięte stopy
Rozpalając ogień w kominku
Zawsze tak było
Odkąd pojawiła się po raz pierwszy
Kilkanaście lat temu
Consuela zna mnie najlepiej
To przecież ona musi wysłuchiwać
Wszystkich moich historii
To ona cierpliwie słucha
A potem ze zrozumieniem
Pomaga mi się otrząsnąć z bólu

niedziela, 16 lipca 1995

Consuela A.D. 1995

Prześladuje mnie to wspomnienie
Sprzed ponad dziesięciu lat
Kiedy jeszcze nie powiędły
Wszystkie kwiaty dookoła
Kiedy jeszcze żaden siwy włos
Nie upiększał mi skroni
Kiedy dotyk czułych dłoni
Consueli
Koił ból - nawet we śnie
Brak mi kojącego dotyku
Alabastrowych dłoni
Brak mi uśmiechów
Które kradłem, gdy spała
Brak mi tych oczu
Tych czarnych, głębokich oczu
O których wspomnienie
Ukryłem tak bardzo głęboko
Że sam czasami mam kłopoty
By je odszukać

sobota, 15 lipca 1995

Modlitwa na dzień dobry

Babilonie mój malutki
Rośnij duży, okrąglutki
Pokaz ludziom dookoła
Że pokonać Cię nie zdoła nic

Weź pod skrzydła świata pół
Zagarniając nowe ziemie
Wchłoń Hiszpanię
Wchłoń Irlandię
Połącz zwaśnione narody
A czego się nie da połączyć
Wysadź w powietrze

Bez ustanku Boga chwal
I nieważne jest którego
Wybierz sobie takie bóstwo, które
wzbudzi strach

Pozbaw świat nienawiści
Wieszaj ludzi w imię Boga
Nieś przed sobą krzyż...
Lub choćby jakiś talizman…

I niech miłość zapanuje
Tu i tam, teraz i później
I niech miłość zapanuje
Choćby na połowie Ziemi

piątek, 14 lipca 1995

Gwiazda północy

Wielki wóz odjechał
Księżyc świeci po drugiej
stronie Ziemi
A ta gwiazda
co przed chwilą spadła
Nie wywróży mi Ciebie
Dopalają się resztki
Mojej naiwnej Miłości
Nikną echa Twoich słów
Zamazuje się złudzenie Twojej twarzy
Zamykają się dla mnie Twoje oczy
Wspomnienia uciekają
czterdzieści dni