piątek, 31 sierpnia 1990

Widziałem

    Widziałem ludzi
    Modlących się do Boga
    Widziałem tłumy
    Klęczące przed kawałkiem
    Upieczonej z wodą mąki
    Słyszałem słowa
    Wypowiadane w ekstazie
    Przez tysiące takich jak Ty
    A potem zobaczyłem
    Jak cały kościół runął
    Na ich głowy
    W chwili gdy jakiś terrorysta
    Wcisnął przycisk detonatora

czwartek, 30 sierpnia 1990

Berlin Zachodni

    Gwardie Narodowe
    Już dawno nie są w modzie
    Teraz jest moda
    Na Antysemityzm
    I dlatego na Platterstraße
    Handlują Polacy

środa, 29 sierpnia 1990

Czaoszesku

    Mały czerwony guziczek
    A ile może...
    A w Rumunii przed
    Naftowymi lampami
    Była podobno Elektryczność...
    Jeden mały guziczek
    A ile może...

wtorek, 28 sierpnia 1990

Skrobanka

    I co teraz powiesz
    Zblazowany świecie
    Zgwałcił Cię chyba
    Nie ten, którego chciałeś
    I tak teraz krążysz
    Szukając wszędzie
    Ojca swego niechcianego dziecka

poniedziałek, 27 sierpnia 1990

Po tym jak Jane odeszła

    Kiedy odsuwałaś swoje usta
    Abym nie mógł ich pocałować
    Z oka wypłynęła mi łza
    Popłynęła w dół po policzku
    I zatrzymała się w kąciku moich ust
    Bardzo słona łza
    Skronie przeszył mi sztylet

niedziela, 26 sierpnia 1990

Na plaży w Normandii

    Tak to pewnie wyglądało
    I w czterdziestym czwartym
    Kiedy tłumy
    Wynurzyły się z morskiej piany
    I torując sobie drogę
    Krótkimi seriami w kierunku wydm
    Brodziły po plaży
    Krew spływała na piaskowe zamki
    Wybudowane w lato przez francuskie dzieci
    Dziś tylko te zamki
    Wyglądają tak samo
    Wśród obwisłych piersi żon weteranów

sobota, 25 sierpnia 1990

Inwazja

    Sto łodzi do stu brzegów
    Przybyło w jednej sekundzie
    Błyszczące hełmy
    W świetle księżyca
    Zdradziły mi cel tej wycieczki
    Lecz kiedy zrozumiałem
    Że chcą zagarnąć moją plażę
    I kiedy zobaczyłem czarny otwór
    Tommy Guna przed oczyma
    Było już o ułamek sekundy
    ...za późno.

piątek, 24 sierpnia 1990

Słodkie czekoladki rozpływają się w moich ustach znacząc po kolei każde miejsce przewodu pokarmowego swoim czekoladowym piętnem

    Powyrzynamy naszymi ostrymi nożami
    Paręset ludzi, którzy zgrzeszyli
    Porozwieszamy na szubienicach
    Przeciwników naszych idei

    I powiemy głośno ludzkości
    Oto przed wami są głowy tych
    Którzy sprawili, ze jesteście głodni
    Przez których było wam źle

    Dokonamy zbiorowego mordu
    Na meczu piłkarskim
    Podpalimy trybuny pełne ludzi
    Wysadzimy w powietrze boisko

    A w telewizji speaker oświadczy
    Że Bóg ich sprawiedliwie ukarał
    Bo Oni zabrali nam wolność
    I ciągle nas okłamywali

    I powiemy głośno ludzkości
    Oto przed wami są głowy tych...

czwartek, 23 sierpnia 1990

Przeżegnajmy się przed snem

    Zdmuchnięty płomyk ciemności
    Rozjaśnił nasz punk widzenia
    Do fiaska potrzeba tylko sprytnego
    Posunięcia Pana Ministra

    Przeżegnajmy się przed snem
    Zapadając się w sprężyny
    Zmówmy cicho "Pater Noster"
    Trzy zapałki a'la Prevert

    Koniec świata nadejdzie
    Cichutko, na palcach, jak zwykle
    Pochłonie wszystko i Ciebie
    Pogodzi wszystkie post-kultury

    Zaśmiejmy się szczerze
    Zapłaczmy jak bobry
    Jurni i silni jak czterej pancerni
    Przejdziemy tę burzę na piechotę

    Spójrz wokół swoim
    Rozmarzonym wzrokiem
    Przypomnij sobie tamten dzień
    Kiedy byleś królem

środa, 22 sierpnia 1990

Terroryści rozkradają radzieckie rakiety

    Wybuchają bomby jedna po drugiej
    Już całe miasto tonie w płomieniach
    Początek końca, końca ludzkości
    Czerwona łuna goreje na niebie

    Już czwartej wojny nie rozpęta
    Żadna siła, moc nieczysta
    Już żaden człowiek nie uniesie
    Ręki na swego pobratymca

    Znikają cienie ludzi z ulic
    Po ścianach płyną strugi deszczu
    Za szybą widać dziką orgię
    Trzech podstarzałych pederastów

    Panienki lekkich obyczajów
    Gotowe ciągle do swej pracy
    Zastrajkowały trochę nagle
    Przeciw podwyżkom cen i płacy

    A ty powoli wyciągasz rękę
    Z mozołem zrywasz blokadę
    Naciskasz mały czerwony przycisk
    Z dzikim uśmiechem na ustach

wtorek, 21 sierpnia 1990

War after War

    Jeszcze się nie zakończyła
    Jedna wojna a już druga
    Zaczyna się z innej strony
    Nacierają wojska
    Z czarnymi maskami na twarzach
    Z dziką nienawiścią w oczach
    Wpatrzonych w kopuły pałacu
    Na głównym placu naszej stolicy
    Szal już ogarnął wszystkich wierzących
    W Boga i w niebo wpatrują oczy
    Z nadzieją w zbawienie oczekują
    Mesjasza lub tylko kolorowego odjazdu
    Narkomani pochowali się do piwnic
    Pełnych zapasów makowin i kompotów
    Sporządzonych jesienią z narażeniem życia
    Zniszczonego przedtem narkotycznym snem
    Kolorowym jak slajdy z ostatniej wycieczki
    Szlakiem Zakopane - Szczecin przez Warszawę
    Kombinatorzy szczerza kły do papierków
    Z wizerunkiem prezydenta Franklina
    Na zielonym jak łąka tle
    Pobrudzonym śladami wielu rąk
    Przetłuszczonych smarami trzech samochodowych
    Potentatów systemu kapitalistycznego
    A tak w ogóle jest pięknie
    Słońce nam w dzień ogrzewa
    Spracowane dłonie wyciągane w nocy
    Do księżyca świecącego w wyjące usta.

poniedziałek, 20 sierpnia 1990

Śniegowa gwiazdka

    Śniegowa gwiazdka
    Opadła powoli w moją dłoń
    Zamajaczył w oddali
    Cień ostatniego jesiennego wieczoru
    Spadający liść
    Porwała w taniec
    Zimowa zamieć
    Oszronione rzęsy
    Ściagają powieki na senne oczy

niedziela, 19 sierpnia 1990

Zasypiam bez Ciebie

    Zasypiam bez Ciebie
    Kochana
    Bez Twego ciepła
    Obok mego ciała
    Bez dłoni wplecionej w moją
    Bez kolorowych marzeń
    Zasypiam bez Ciebie
    Po raz kolejny
    Licząc godziny
    Kiedy nie będę musiał
    Już być
    Taki samotny

sobota, 18 sierpnia 1990

Trzeci świat

    Ciche spojrzenia
    Na drugą stronę życia
    Wplatają się czasami
    W poczet tych
    Których dawno już nie ma
    Przez zmrużone powieki
    Widzisz cienie
    Sunące ku jaskrawemu światłu
    Dookoła ciemności
    Wśród cieni na ulicy
    Wraki samochodów
    Porośnięte już mchem
    I zielone oczy
    Przeszywające twoją wyobraźnię
    By wyrwać Ci wspomnienia
    Zmiąć jak przeczytaną gazetę
    I wyrzucić do kosza
    Stojącego przy Twoim biurku 

piątek, 17 sierpnia 1990

Mały pluszowy

    Co zrobił mały biały miś Milce
    Że Ona go tak nienawidzi
    Patrzy na niewinnego niedźwiadka
    Wzrokiem pełnym pogardy
    Dla całego jego małego
    Pluszowego życia
    Nie może znieść myśli
    Ze ten niedźwiadek
    Jest jakby cząstka Jane
    Którą pozostawiła mi po sobie

czwartek, 16 sierpnia 1990

Koszmar

    Noc
    Ciemność dookoła
    Sen zamyka ciężkie powieki
    Oczy nie odróżniają kształtów
    Wizje kolorów zmuszają
    Do majestatycznej uległości
    Dookoła ciemność
    Z czerni wyłaniają się
    Cienie przeszłości
    Długi orszak postaci
    A na czele idzie Jane
    Niosąc na ręku
    Mojego pluszowego misia.

środa, 15 sierpnia 1990

Do szczęścia podobno nie potrzeba wiele

    Do szczęścia podobno
    Nie potrzeba wiele
    Wystarczy tylko trochę
    Wysiłku by ktokolwiek
    Zechciał nas pokochać
    Wtedy świat zaczyna wirować
    Kwiaty kwitną nawet na ulicach
    Dotąd tak szarych
    Jak witryny sklepów kolonialnych
    Sprzed pierwszej wojny
    Wiosna eksploduje nagle w nas
    W jednej chwili

wtorek, 14 sierpnia 1990

Jesienny list

    Szum skrzydeł ptaków
    odlatujących na południe
    Zagłuszył codzienny
    jesienny zgiełk tłumu
    Wszystkie głowy
    podniosły się w górę
    By smutnym wzrokiem
    Pożegnac ostatni symptom
    jesieni

wtorek, 7 sierpnia 1990

Kiedy Matki

    Wyuzdane spojrzenia
    Naszych nieprzyzwoitych matek
    Umierają w przestrzeni
    Pomiędzy nimi a nami
    Mleko z ich piersi
    Nigdy nie było źródłem
    Najlepszego życia
    My o tym wiemy najlepiej
    A przecież kiedyś
    Musi przyjść taki dzień
    Kiedy światem zacznie
    Rządzić miłość
    Kiedy matki
    Pokochają swoje dzieci
    Pokochają swoje niechciane dzieci
    Kiedy narodziny człowieka
    Nie będą skutkiem
    Życiowej pomyłki
    A pożądanie stanie się uczuciem...
    Widmo krąży we wszechświecie
    Widmo apokalipsy
    Ma ozdobioną przesadnie
    makijażem twarz
    I kuszącą, nonszalancką sylwetkę
    Stoi na mlecznej drodze
    I opiera sie o przydrożną latarnię

środa, 1 sierpnia 1990

Marina

    Ekskluzywne hotele
    Nie przyjmują nas nie od dziś
    Obszarpane jeans'y
    I wyciągnięte swetry to nasz strój
    Długie włosy
    Opadają na ramiona
    Na plecach worek
    I dziurawe trampki na nogach

    Ale przecież Jezus
    Także był żeglarzem
    Nie dbał o to
    Co mówią ludzie
    Chodził po świecie
    Tak jak my