niedziela, 28 stycznia 2001

Koniec świata

i tak moglibyśmy przeżyć
nasze wspólne życie
osobno
i nie wiedzieć o sobie
los lubi taką zabawę
ale kurczący się świat
ustawił nas obok siebie
w czerwonym tramwaju
wznoszącym się w górę
podniebnym rydwanie
wyobraź sobie, że wsiadasz do windy
codziennie inni ludzie
codziennie obce twarze
inne zapachy
bezimienne plecy przed tobą
wsiadają, wysiadają
a na ostatnim piętrze
zostaliśmy tylko my dwoje

czwartek, 25 stycznia 2001

Puchowa kołderka

zima nas trzyma
w całości zmrożonych
gdy wiosna odpędzi zimno
rozpłyniemy się we mgle
galaretkowatą masą ludzkich pierwiastków
a kiedy lato na dobre
przywita słoneczko, promyczki
zniknie już po nas
nawet głupawy uśmiech wspomnienia
dokończymy dzieła
a władca wszechświata
wykopie nas spod bram niebios
przez wzgląd na przeludnienie
i eksterminację słabych jednostek
ze swojego doskonałego społeczeństwa.

niedziela, 14 stycznia 2001

Dzień na Melmah

pocieszasz mnie codziennie
i tłumaczysz wszystko
czego ja nie mogę zrozumieć
próbujesz dotrzeć
do najskrytszych tajemnic
mojej podświadomości
tak trudnej do pojmowania
rozgrzeszasz grzechy
których ja nie mogę zrozumieć
jak anioł stróż
pilnujesz mojego życia
i już należy do ciebie
oddałem ci serce
i odnalazłaś nawet
dawno zagubioną duszę
i odkurzasz ją codziennie
żeby zwrócić czyściutką
kiedy skończymy śnić nasze sny
i zamienimy gregoriański kalendarz
na nasz własny - najlepszy
odliczany od spełnienia
zmartwychwstania
początku początków
od narodzin słońca
nad tylko naszą planetą

Zżarty mózg

myślenie boli jak zawsze
bo szare komórki już szare
przestały działać afrodyzjaki
niebiesko - żółte pigułki
dające rozkosz do rana
na placu zakochanych
zostały nasze cienie
i przeciwodblaskowe okulary
zawieszone na posągu kupidyna

sobota, 13 stycznia 2001

Krasnoludek

czy siedzieliście kiedyś?
Na schodach przed domem?
W środku nocy?
W środku zimy?
Ogrzewając się tylko od wewnątrz?
Własnymi uczuciami?

Wykopaliska

bez wytchnienia
żeby zdążyć przed nocą
bo ona ogarnia sobą
wszystko dookoła
osnuje bez szczelin
i wyssie powietrze
pozbawi nas uczuć
zaklei oczy i usta
zabalsamuje nas sobą
i ukryje do czasu
aż nie odkryją nas
archeolodzy

Meta

w codziennym wyścigu
gubimy swój prawdziwy cel
biegniemy prosto
widząc tylko napis META
a pod naszymi stopami
umierają kwiaty

piątek, 12 stycznia 2001

Mniam mniam

minęła już godzina duchów
i tych brzydkich - jak jak
i tych pięknych - jak ty
żaden do mnie nie przyszedł
żeby zagrać choćby w pokera
i pogadać jak gracz z graczem
muszę grać sam
w grę którą niektórzy złośliwi
nazywają życiem
ale kiepski ze mnie gracz
ciągle przegrywam
a pula banku rośnie, i rośnie, i rośnie
i rośnie..........

sto osiemdziesiąt sekund

wszystkie kwiaty świata
dałbym Ci
żeby tylko te dwie minuty
te nasze i tylko nasze
dwie minuty
przedłużyć na dni, miesiące, lata
dekady
bo wtedy miałem Cię przy mnie
i nie bałem się
przez całe dwie minuty
że znikniesz
przestaniesz lśnić dla mnie
a kiedy się skończyły
byłem pewien, że pierwsza minuta
była pierwszą
a druga ostatnią

Zamówionko

Na lazurowym wybrzeżu
mieliśmy tańczyć
o wschodzie księżyca
i nimfy morskie miały nam śpiewać
kołysanki do snu
miało być pięknie
i miało trwać długo
i pewnie za bardzo skomplikowaną
sobie przyszłość wyśniliśmy
i życie - to to
nie umiało jej skomponować
uwertury tylko dla nas
Ty promyczku lśnisz
jak na promyczka przystało
a ja gasnę
zdmuchnięty płomień świecy
wykręcona żarówka

czwartek, 11 stycznia 2001

Wyrok

Zabrakło mi Ciebie
Bo tak właśnie chciałaś
A ja nigdy nie zrozumiem
Dlaczego nie chciałaś mi powiedzieć
Że mnie nie kochasz

środa, 10 stycznia 2001

Dwie minuty

Jedynie promyczek
Może zastąpić w pamięci
Pustkę po Jane
Piętnaście lat pustki
I dwie minuty nie wystarczą
Czas trzeba podwoić, potroić
Lub rozwinąć w nieskończoność
Póki życia starczy
Tylko ja i promyczek
I wszystko co nas otacza

wtorek, 9 stycznia 2001

Mizm

Tak bardzo pragniemy
Miłości
A jednocześnie
Stawiamy jej tak
Bardzo wygórowane żądania
Chcemy by była
Tą naszą idealną
Śnimy o jej nadejściu
A tak naprawdę
Łapiemy co popadnie
I szybko z nią do łóżka
I rano rozglądamy się
Za następną

poniedziałek, 8 stycznia 2001

Erotyczny sen

Tęsknię za tymi długimi nocami
Kiedy spleceni
W jedno ciało
Z tak różnych dwóch istnień
Nie znaliśmy dnia, cienia, słońca
Za ścianami naszej sypialni
Kiedy nic nie było ważne
Oprócz zabawy
Rozkosznie penetrującej
Zwykle skrywane zakątki
Naszej wspólnej anatomii
I te próby łączenia
Kiedy po raz kolejny
Zmuszałaś mnie do aktywności
I zawsze udawało ci się dopiąć swego
I zanurzyć mnie w sobie
Tak głęboko
Jak tylko pozwoliły na to
Nasze drgające uda
A czworo rąk na naszych pośladkach
Przyciągało nas ciągle do siebie
Jakby chciały zespawać nas
Na stałe
I splecione, kędzierzawe, krótkie włosy
I mokre zupełnie potem prześcieradło
Za tym tęsknię
Kochana moja

niedziela, 7 stycznia 2001

Pół roku

Na wiosnę skończymy budować
Nasz nowy dom
Na polanie
W stuletniej puszczy
Ukryjemy się przed wszystkimi
I tylko zwierzęta będą słyszały
Nasze głośne westchnienia
I krzyki rozkoszy
Kiedy wreszcie rzucimy
Nasze zgłodniałe ciała
Sobie w ramiona

sobota, 6 stycznia 2001

Istota

Promyczki gasną wieczorem
Żeby wpatrywać się w gwiazdy
I księżyc uwodzić
A jeśli księżyc akurat śpi
Pojawiają się w dyskotekach
I uwodzą pijących
Bezalkoholowe soczki mężczyzn
Taka już natura promyczków
A rano
Po bezzmiennie udanej nocy
Rozpalają ogniki
W swoich niebieskich oczach
Na nowo
I płoną znów do wieczora
I wpatrują się znów w gwiazdy
A jeśli któraś przypadkiem spadnie
Kradną ją światu
I błyszczą wtedy jeszcze bardziej.

piątek, 5 stycznia 2001

Wakacje we Francji

na lazurowym wybrzeżu
mieliśmy tańczyć
o wschodzie księżyca
i nimfy morskie miały nam śpiewać
kołysanki do snu
miało być pięknie
i miało trwać długo
i pewnie za bardzo skomplikowaną
sobie przyszłość wyśniliśmy
i życie - to proste
nie umiało jej skomponować
uwertury tylko dla nas
ty - promyczku lśnisz
jak na promyczka przystało
a ja gasnę
zdmuchnięty płomień świecy
wykręcona żarówka.

Głęboką nocą

minęła już godzina duchów
i tych brzydkich - jak ja
i tych pięknych - jak ty
żaden do mnie nie przyszedł
żeby zagrać choćby w pokera
i pogadać jak gracz z graczem
muszę grać sam
w grę którą niektórzy złośliwi
nazywają życiem
ale kiepski ze mnie gracz
ciągle przegrywam a pula banku rośnie, i rośnie, i rośnie, i rośnie, i rośnie, i rośnie, i rośnie, i rośnie, i rośnie .....

Kwiaty na kwietniku

wszystkie kwiaty świata
dałbym ci
żeby tylko te dwie minuty
te nasze i tylko nasze
przedłużyć na dni, miesiące, lata
dekady
bo wtedy miałem cię przy sobie
i nie bałem się
przez całe dwie minuty
że znikniesz
przestaniesz lśnić dla mnie
a kiedy się skończyły
byłem pewien, że pierwsza minuta
była pierwszą
a druga - ostatnią.