piątek, 27 grudnia 1996

Poematy

Poematy są długie
I nudne
Nie napiszę nigdy
Poematu
Zbyt szybko myślę

Maszyna czasu

Czasami chciałbym
Znaleźć lekarstwo
Na cofnięcie czasu
O różne wielkości
Czasem nawet o godzinę
Zwykle wtedy, kiedy
W telewizji
Są dwa dobre filmy
Jednocześnie
Ale i wtedy, kiedy
Przejdzie mi przed nosem
Jakaś chwila
A ja ja zauważę
Dopiero po minucie
O minutę za późno

poniedziałek, 23 grudnia 1996

Wigilia

Jutro wigilia
Następna pod murem
Czy chociaż założą mi
Opaskę na oczy?
Czy pozwolą zapalić
Ostatniego papierosa?

niedziela, 22 grudnia 1996

Nasz Bóg

Historia jest okrutna
Ukazuje naszego Boga
W ciemnym świetle
Tyran, dyktator
Władca absolutny
Ciał i dusz
Przywłaszczył sobie wszystko
I chce wszystkim władać
Ale jego chciwość
Będzie ukarana
Kiedy wreszcie
O jego krętactwach
Dowiedzą się przełożeni

Bóg

Sodoma i Gomora
To były piękne czasy
A ciemny charakter
W tym akcie zagrał
Jak zwykle mściwy
I ze wszystkiego niezadowolony
Bóg
Bo patrząc na sprawę
Oczyma tamtych ofiar
To Bóg był mordercą
Paląc i niszcząc
Wszystko co weszło mu w drogę
Nawet malutkie embriony
W łonach ówczesnych kobiet

wtorek, 17 grudnia 1996

Budka z piwem

Jest w moim mieście
Taka budka z piwem
Gdzie bezdomni poeci
Bezdomni na trochę
Poeci na zawsze
Stoją sącząc złote siki
Sierpeckiego browaru
I przekrzykują się nawzajem
Wychwalając kryształowy smak
Najgorszego piwa na świecie
No może drugiego od końca
Bo niewielu z ludzi
Przeżyło degustację "Juranda"

Przeznaczenie

Nie mogłem wybrać inaczej
Życie podyktowało ten ruch
Dość, że zdążyłem
Rozwinąć sztandary
Trójstronnego porozumienia
I powiewały na wietrze
Jak białe chusteczki
W oknie pociągu na pożegnanie
Odjeżdżających na wojnę
Z nieznanym wrogiem
Naszych dzieci
Gwiazdy w ostatniej chwili
Zmieniły kurs
I nie rozbiły się o siebie

czwartek, 12 grudnia 1996

Strzelaj!

Tak, to juz czwartek
Niesamowity dzień
Szczególnie to samo południe
Kiedy słońce każe uciekać
W cień
Rozłożyłem już ramiona
Na co czekasz
Mój wierny prześladowco
Strzelaj do mnie słowami
Nie będę już walczył
Strzelaj!

piątek, 29 listopada 1996

Królowie są nadzy

Królowie są nadzy
To stara prawda
Wychodzą przed tłumy
I przemawiają
Ubrani tylko w dostojeństwo
A i tak ich narody
Ich kochają
Uwielbiają
Czczą
I nie ma w tym ani trochę
Podłoża seksualnego

niedziela, 24 listopada 1996

Nowy rok

Schyłek następnego roku
Na niby wystrzelą szampany
Skulę się w kącie
Jak liście jesienią
Zaskomlę cichutko

sobota, 16 listopada 1996

Wiersz o budce z piwem

Nikt jeszcze nie napisał
Wiersza o budce z piwem
A przecież to symbol narodowy

Prawda

Czyste słowa
To takie
Niesplamione kłamstwem
Mówię - nie kłamię
I wtedy mówię prawdę

niedziela, 10 listopada 1996

Niewiara

W nic już nie wierzę
Nawet w to, że istnieję
Że tulę do siebie swoje wspomnienia
Chroniąc je przed złośliwością
Bo kiedy ranek obudzi słońce
I zadyszy za oknem nowy dzień
Ja znowu umrę
Jak zwykle wstając i jadąc do pracy

Dzisiaj w Sydney

Dzisiaj będziesz dalej
Niż kiedykolwiek
Bo nasze spojrzenia
Płoną nienawiścią
I kiedy w końcu powiesz mi
Że mnie już nie kochasz
Ja będę już w Sydney
Popijał w Pubie ciepłe piwo

niedziela, 3 listopada 1996

Już jesień

To już naprawdę jesień
Bo nagie drzewa straszą
Zwiędłymi ramionami
Płoszą ptaki, które jeszcze
nie zdążyły odlecieć
Do Australii...

Worms

Jałowe to ziemie
Każdy z nas to wie
I nikt z nas ich nie użyźni
Przynajmniej póki
nie umrzemy
I robale nas nie przerobią
Na pożywkę
Dla cmentarnych brzóz

piątek, 1 listopada 1996

BOOM!

Gwiazdy na niebie
To ludzie
To lustro ziemskich istnień
Rodzą się, umierają
Błyszczą, lśnią, bledną
A widzisz te dwie (*)
Które w szalonym pedzie
Z dwóch krańców nieba
Zbliżają się do siebie?
Już niedługo
Będzie to wielkie BOOM!

(*)  a ta trzecia, która krąży dookoła tej pędzącej...
poznajesz?
To Ty i Twój pies...

środa, 30 października 1996

Czarno biały

Czy czarny to tez kolor?
A biały?
A zmieszajmy czerń i biel
Wyjdzie kolor życia
Przed wojna filmy były
bardziej życiowe
Były szare
W róznych odcieniach
Wciąż szare
Teraz kino jest sztuczne

Ostatni list do Consueli

Mój ostatni list do Consueli
Będzie albo strasznie długi
Albo bez zakończenia
Mój ostatni list do Ciebie
Malutka
Napisałem wczoraj
Jak zwykle o czwartej nad ranem
Kiedy go przeczytasz
Ostatni liść spadnie z drzewa
Za Twoim oknem
A z nieba zaczną padać łzy

wtorek, 29 października 1996

Noc

Noc
I nad miastem cisza
Przerażająca cisza
Nagle wsroó nocnej ciszy
Nasze wolne kroki
Pluszczące w kałużach
I nasz szept budzący sowy na drzewach
I nagle
Straszliwy rumor
Puszek po piwie wrzucanych do kosza
I zorza pocałunku we dwoje

niedziela, 27 października 1996

...nieee...

A może nie będę pisał wierszy
Których i tak nikt nie przeczyta
Może zaoszczędzę trochę na słowach
Może będę bogatszy
Mozę mój nieustający
list do Consueli
Należałoby wreszcie podpisać
Albo może już pora
Ułożyć jakieś rymy
na nagrobek
... i umrzeć ...
... nieeee ...

Największe oczy jakie widziałem

Największe oczy
Nowoczesnej Europy
I cztery rodzaje owali
O północy
Gnane prawem fizyki
Po zielonym suknie
podziurawionego prostokąta
Kamery rejestrują każdy strzał
A szklanki z piwem na parapecie
Mrozi wiatr wiejący za oknem.

środa, 7 sierpnia 1996

Lipcowy poranek

Lipcowy poranek
Zgadnijcie o której
W lipcu wschodzi słońce
O tej samej o której
Nad topolami trębacz
Wchodzi solo w miasto
Uśpione nocą
O tej, o której Mleczarze na dole
Zaczynają stukać butelkami
O tej o której wyciągam
Po omacku dłonie
I szukam na poduszce obok
Chociaż znaku, że tu byłaś.

poniedziałek, 5 sierpnia 1996

Z "dupie" na końcu

Piękny wiersz
Z "dupie" na końcu
A co mi tam
I tak, kiedy to będą czytać
Ja będę martwy
A z moich oczu mrówki
Zrobią sobie podwieczorek

niedziela, 4 sierpnia 1996

Kim jesteś, Malutka

Wiesz kim jesteś?
Jesteś jutrzenką
A wiesz dlaczego?
Ja też nie wiem
A wiesz kim ja jestem?
Jestem Twoim sumieniem
A wiesz dlaczego?
Bo ciągle Cię kocham
Nie ma dnia
Żebym Ci tego nie powtarzał
Chociaż i tak nie słyszysz
Nie ma nocy
Żebym nie płakał z niemocy
Chociaż i tak nie widzisz moich łez
Nie ma godziny
W której bym o Tobie nie myslał
Nie ma minuty
W której bym o Tobie zapomniał
A Ty i tak masz mnie w dupie
Malutka

sobota, 3 sierpnia 1996

Piosenka Alfa

Ala ma kota I ja mam kota Kot na śniadanie Kot na obiad Kot na kolacje A w międzyczasie Przekąska lub surówka Z kota, świeżego kota Sok z kota, kitty-cola Jogurt z kawałkami kota Ciasto z kotem Kot nadziewany jabłkami




piątek, 2 sierpnia 1996

Najgłupsze światła nowoczesnej Europy

Dzeus się gniewa
Rzuca piorunami
Wykutymi przez jego brata
W niedostępne zakątki
Puszczy Wielkiego Miasta
Z najgłupszymi światłami
Nowoczesnej Europy
Zatrzymuje Cię czerwone
I stoisz Dookoła wszyscy idą, jadą
A Ty stoisz
Wpatrując się w czerwone swiatło
I mając ciągle nadzieję
Że niebawem się zmieni
I będziesz mógł wreszcie ruszyć
I Twój kot za tobą

czwartek, 1 sierpnia 1996

"Czemu Cię nie ma na odległość ręki"

Zegar zatrzymał wskazówki
Czas zepsuł się do końca
Widzę zamarłe w bezruchu
Nagle przerwane wędrówki
Ludzi, zwierząt, kwiatów
Czas stoi.
Czas się nie porusza
Jest czwarta nad ranem
Zaczęła się wieczność
"Czemu Cię nie ma na odległość ręki"
Skrzyżowane palce położone na ustach
Dwie szramy na twarzy
Zmarszczki pod oczyma
Fioletowe włosy rozwiane na słońcu
Wszystko stoi
Bóg ma przerwę śniadaniową
Poszedł na lunch do baru naprzeciwko
Czy piłeś kiedyś piwo z Bogiem?
Którymkolwiek Bogiem?