środa, 25 kwietnia 2001

Ostatni wiersz

uskrzydliłaś moje nadzieje
czekające w kolejce na czas
rozwinęły ramiona tęsknoty
i zbudziły ze snu marzenia
serce bije mi szybciej
kiedy myślę o następnym dniu
a teraz każdy jest inny
i takie kolorowe
minuta mija i znów
bardziej nas zbliża do siebie
i będzie taki dzień
kiedy już to co nas dzieli
nie będzie większe niż wyciągnięcie ramion
a wtedy oczy powiedzą nam
to co możemy tylko przypuszczać
a słońce wtedy niech nie zachodzi.

wtorek, 24 kwietnia 2001

Wiersz dla poziomki

i jak mam nie kochać
skoro na wszystko czego pragnę
odpowiadasz niezmiennie twierdząco
i jak mam nie marzyć
skoro minuta po minucie
twoja postać
nakłada się na to
co wymarzyłem sobie dawno temu
ty jesteś poziomką
przychodzącą znienacka
Consuelą odwiedzającą moje sny
w białej sukni
kiedy płakałem rzewnymi łzami
nad siniakami na swoich pośladkach
kiedy życie raz po razie
kopało mnie w nie brutalnie
A ty - pojawiasz się znienacka
i chcesz ten ból ukoić
jak balsam
to zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe

środa, 28 lutego 2001

Studnia bez drugiego dna

po drugiej stronie wysokich gór
słońce świeci różowo
i musimy zmienić szkła w okularach
żeby zachować swoje kolory
bo jak byś poznała
mnie
z zielonymi włosami
i bladoniebieskimi dłońmi
a oczy mam takie czarne
jak otchłań najgłębszej studni
i dna nie widać
i uczucia rozbijają się
o cembrowinę

niedziela, 18 lutego 2001

Cofnij czas, maleńka

nic się nie zdarza dwa razy
więc chwytaj chwile zachłannie
bo miną
a jak je zauważysz już za sobą
za późno kochanie na pościg
skomplikowane analizy naszej rzeczywistości
nie przywrócą okazji do buntu
a jeśli wnioski będą różowe
to tylko księżyc wysłucha twoich skarg
a czas i tak będzie płynął tylko do przodu
nawet jeśli zakręcisz
wskazówkami w lewą stronę

sobota, 17 lutego 2001

Najpiękniejsze zamknięcie oczu

teraz wiersze piszę dla ciebie
bo nie ma innej na tej planecie
ty chociaż to czytasz
i czekasz na każdy następny
a wiesz jak bardzo przychylne recenzje
sprzyjają mojej wyobraźni
świat się kręci, obraca, wiruje
a my pulsujemy niezrozumiałym światłem
czekając na cuda

poniedziałek, 12 lutego 2001

Czary mary

wzywamy magów na pomoc
kiedy zawiodą zwykłe kłamstwa
malujemy przejaskrawioną rzeczywistość
barwami z wirtualnej części świata
dwadzieścia bitów czerwieni
i kilkanaście bieli
i dodajemy wirtualny bukiet
nierealnych poziomek

poniedziałek, 5 lutego 2001

Erotyczna poświata

jest na wybrzeżu w Kalifornii
taki hotel
w którym nikt nie żąda dowodów tożsamości
i tylko tam możesz bezpiecznie
schować się przed ścigającymi cię codziennie
koszmarami codziennego istnienia
tam gdzie mercedesy
nie ujawniają twojej płci
a w łazienkach
nie ma chlorowanej wody

Smak słodkości

poziomki na twoich ustach
wirtualnie dojrzewają
dotykam codziennie twoich dłoni
i tylko my dwoje umiemy to wytłumaczyć
skażone życiem pola Matrixa
wypełniają nasze samotne noce
sny o spotkaniach
po drugiej stronie rzeczywistości
skąd ta nostalgia
do nierealnych spełnień
w rwącym potoku zerojedynkowych słów
mamy dwa życia
i chociaż każde tak bardzo inne
przecież skończą się jednocześnie
i nikt nas o zgodę nie zapyta

sobota, 3 lutego 2001

Ciemna strona życia

zwróć czasem oczy
na ciemną stronę swojego życia
pozwól im odpocząć
od ciągłego blasku otoczenia
na skraju przepaści
zawsze papieros smakuje najlepiej
i w żaden sposób nie można
tego kroku zrobić wstecz
przed tobą tylko rozległa
niebieska, ciemna toń oceanu
ze sztormami, rekinami, syrenami
i jedną, jedyną oazą spokoju
na samym środku
dotrę tam
sam

Krętą dróżką przez ogródek

wąska ta ścieżynka
w którą skręciliśmy wiosną
szukając ciepłych krajów
musimy iść jedno za drugim
bo z boków ciernie, pająki i złośliwe elfy
a za kilka dni spadnie deszcz
i popłyniemy wtedy strumieniem
prąd zaniesie nas donikąd
na bezludną wyspę
z jedyną plażą
z tabliczką "naturyści"
i już nie znajdziemy pretekstu
do spania nocą w ubraniu
i noszenia codziennie czystych koszul
zapiętych krawatem
zestarzejemy się nago
nie wypatrując żadnych okrętów

niedziela, 28 stycznia 2001

Koniec świata

i tak moglibyśmy przeżyć
nasze wspólne życie
osobno
i nie wiedzieć o sobie
los lubi taką zabawę
ale kurczący się świat
ustawił nas obok siebie
w czerwonym tramwaju
wznoszącym się w górę
podniebnym rydwanie
wyobraź sobie, że wsiadasz do windy
codziennie inni ludzie
codziennie obce twarze
inne zapachy
bezimienne plecy przed tobą
wsiadają, wysiadają
a na ostatnim piętrze
zostaliśmy tylko my dwoje

czwartek, 25 stycznia 2001

Puchowa kołderka

zima nas trzyma
w całości zmrożonych
gdy wiosna odpędzi zimno
rozpłyniemy się we mgle
galaretkowatą masą ludzkich pierwiastków
a kiedy lato na dobre
przywita słoneczko, promyczki
zniknie już po nas
nawet głupawy uśmiech wspomnienia
dokończymy dzieła
a władca wszechświata
wykopie nas spod bram niebios
przez wzgląd na przeludnienie
i eksterminację słabych jednostek
ze swojego doskonałego społeczeństwa.

niedziela, 14 stycznia 2001

Dzień na Melmah

pocieszasz mnie codziennie
i tłumaczysz wszystko
czego ja nie mogę zrozumieć
próbujesz dotrzeć
do najskrytszych tajemnic
mojej podświadomości
tak trudnej do pojmowania
rozgrzeszasz grzechy
których ja nie mogę zrozumieć
jak anioł stróż
pilnujesz mojego życia
i już należy do ciebie
oddałem ci serce
i odnalazłaś nawet
dawno zagubioną duszę
i odkurzasz ją codziennie
żeby zwrócić czyściutką
kiedy skończymy śnić nasze sny
i zamienimy gregoriański kalendarz
na nasz własny - najlepszy
odliczany od spełnienia
zmartwychwstania
początku początków
od narodzin słońca
nad tylko naszą planetą

Zżarty mózg

myślenie boli jak zawsze
bo szare komórki już szare
przestały działać afrodyzjaki
niebiesko - żółte pigułki
dające rozkosz do rana
na placu zakochanych
zostały nasze cienie
i przeciwodblaskowe okulary
zawieszone na posągu kupidyna

sobota, 13 stycznia 2001

Krasnoludek

czy siedzieliście kiedyś?
Na schodach przed domem?
W środku nocy?
W środku zimy?
Ogrzewając się tylko od wewnątrz?
Własnymi uczuciami?

Wykopaliska

bez wytchnienia
żeby zdążyć przed nocą
bo ona ogarnia sobą
wszystko dookoła
osnuje bez szczelin
i wyssie powietrze
pozbawi nas uczuć
zaklei oczy i usta
zabalsamuje nas sobą
i ukryje do czasu
aż nie odkryją nas
archeolodzy

Meta

w codziennym wyścigu
gubimy swój prawdziwy cel
biegniemy prosto
widząc tylko napis META
a pod naszymi stopami
umierają kwiaty

piątek, 12 stycznia 2001

Mniam mniam

minęła już godzina duchów
i tych brzydkich - jak jak
i tych pięknych - jak ty
żaden do mnie nie przyszedł
żeby zagrać choćby w pokera
i pogadać jak gracz z graczem
muszę grać sam
w grę którą niektórzy złośliwi
nazywają życiem
ale kiepski ze mnie gracz
ciągle przegrywam
a pula banku rośnie, i rośnie, i rośnie
i rośnie..........

sto osiemdziesiąt sekund

wszystkie kwiaty świata
dałbym Ci
żeby tylko te dwie minuty
te nasze i tylko nasze
dwie minuty
przedłużyć na dni, miesiące, lata
dekady
bo wtedy miałem Cię przy mnie
i nie bałem się
przez całe dwie minuty
że znikniesz
przestaniesz lśnić dla mnie
a kiedy się skończyły
byłem pewien, że pierwsza minuta
była pierwszą
a druga ostatnią

Zamówionko

Na lazurowym wybrzeżu
mieliśmy tańczyć
o wschodzie księżyca
i nimfy morskie miały nam śpiewać
kołysanki do snu
miało być pięknie
i miało trwać długo
i pewnie za bardzo skomplikowaną
sobie przyszłość wyśniliśmy
i życie - to to
nie umiało jej skomponować
uwertury tylko dla nas
Ty promyczku lśnisz
jak na promyczka przystało
a ja gasnę
zdmuchnięty płomień świecy
wykręcona żarówka

czwartek, 11 stycznia 2001

Wyrok

Zabrakło mi Ciebie
Bo tak właśnie chciałaś
A ja nigdy nie zrozumiem
Dlaczego nie chciałaś mi powiedzieć
Że mnie nie kochasz