środa, 22 lipca 1998

Przeleć mnie

Do mnie
Szybciutko
I bez zbędnych pytań
Przejdziemy granice snu
Zdmuchnij ostatnie promienie
Żeby twoje oczy lśniły w ciemności

wtorek, 21 lipca 1998

Konstelacje

Wielki wóz nad nami
A pod nami zieleń
Równo rozsiana na wiosnę
A przed nami co?
Ucieczka w nieznane
A za nami ból.

poniedziałek, 20 lipca 1998

Zaciemnienie

Nad ranem zasłonimy słońce
Żeby nie kłuło w oczy blaskiem
I zrobimy noc za oknem
Żeby kochać się do bólu
I nie pozwolimy minutom
Przemijać
Tkwiąc w sobie głęboko

niedziela, 19 lipca 1998

Przygoda bez miłości

Miłość to miłość
A seks jest dodatkiem
I wiesz, że za pieniądze
Kupić można złudzenia
Tak jak hamburgera
Dającego złudzenie posiłku
A seks jest prawdziwy
Kiedy pragnie się kochać
Nawet wtedy
Gdy miłości nie wolno pokazać

sobota, 18 lipca 1998

Bardzo Cię nie ma

Tak bardzo cię nie ma
Czuję jak Ciebie brak
A tak niewiele potrzeba
Żebyśmy razem się czuli
I tak niewiele potrzeba
Żebyś wróciła troszkę bliżej
I znów położymy okulary
Blisko siebie
Wpatrzone jedne w drugie
I znów zamarzymy razem
O drugiej stronie tęczy
I zapamiętamy siebie
Na mniej niż teraz
Bo będziesz mi patrzeć
Prosto w moje oczy
I z zakamarków mojego ciała
Wyrzucisz znów złe moce
Które zdążyły mną zawładnąć

piątek, 17 lipca 1998

Sierpień

Pod bezchmurnym niebem
Twoje ciało
Wygrzewa wszystkie swoje zakątki
Chowając ciepło
Na później
Na chłodne wieczory
Kiedy jeszcze nienapalone w kominku
A dłużej już czekać nie można
Bo powietrze jest już pełne
Emocji

czwartek, 16 lipca 1998

Bo sen miałem najlepszy

Nad ranem znów szukałem
Bo sen miałem najlepszy
W nim jesteś szczęśliwa
Choć obok ciebie tylko ja
I wierzysz ze budzę się dla ciebie
I zasypiasz z ta sama wiara
A masz mnie tylko w tym śnie
I czujesz jak jestem
Tak blisko ciebie
Bo snu się nie da oszukać
I wyśnić innego
Snu się nie zmieni odjazdem
Nawet tak daleko

środa, 15 lipca 1998

Wróciły banały

Znów coś umknęło
A odległość zwielokrotniała
I ciągle jesteś tak daleko
A ja usycham
I nie wiem jak bardzo
Brakuje mi jeszcze odwagi
Tej twojej
Ten czas się skończył
Wróciły banały
I nie ma poranków
Jak dawniej

wtorek, 14 lipca 1998

Kojące zimno ścian

Włóż moje zdjęcie
W ten już zapomniany
Kalendarz
Przeszłość już przeszła
Jest od dziś nieważna
Jutro przyniesie coś nieoczekiwanego
I dopiero jutro
Dowiemy się co to będzie
A teraz jest teraz
Przytulam twarz do zimnej ściany
I wiem, ze za nią nic nie ma
Powietrze
Jeszcze zimniejsze
Nasiąknięte padającym deszczem
Ale nie zniknie, jak sen

poniedziałek, 13 lipca 1998

Złota gorączka

Kiedy nie było ludzi
Przyroda sama decydowała
Kto ma żyć, a kto umrzeć
Dopiero odkrycie złota
Przekazało to prawo człowiekowi

niedziela, 12 lipca 1998

Świat bez wad

Świat bez wad
W innym wymiarze
I chyba bez ludzi
Bo to zawistne stworzenia
Jak można istnieć
Ciągle wyszukując przeszkody
Określając granice
Swojego istnienia
Istnienie człowieka
Jest zaprzeczeniem istoty istnienia
A życie polega na zabijaniu
Powolnym, dzień za dniem
Umieraniu

sobota, 11 lipca 1998

Pyłek na wietrze

Jesteśmy częścią kosmosu
Z jakiegoś punktu widzenia
Jesteśmy drobnym kurzem
Pod paznokciem jakiegoś
Tworu chorej wyobraźni
Teraz jest jutro
A wczoraj będzie przed godzina
Nie tylko odwrócę ten czas
Ale go nazwę inaczej
Niech się nazywa stokrotka
I zamiast liczyć minuty
Niech pachnie
A kiedy zapachnie dla mnie
Zerwę ją i dam tobie w prezencie

piątek, 10 lipca 1998

Kolorowe motylki z księżyca

A co zrobimy
Jeśli świat się skończy
Szybciej niż ustaliliśmy?
Wybudujemy szybko arkę przymierza?
Czy zginiemy wśród miliardów
Takich samych istnień
Czy zmutujemy się
Jak dinozaury
I pozostaniemy krasnoludkami
Czekającymi u progu swoich domków
Na kolorowe motylki
Sfruwające czasami z księżyca
Żeby narkotyzować się
Ziemskim powietrzem
Zanieczyszczonym przez brudne fabryki
Produkujące złudzenia

czwartek, 9 lipca 1998

Zamknięta droga

Kurtuazyjnie zamykasz drzwi
Nie mówiąc słowa na pożegnanie
A twoje oczy śmieją się do mnie
Przecząc milczącym ciągle ustom
I kiedy dzwonek u drzwi
Znów przeraźliwie zawyje
Będę czekał jak zawsze
Na twój następny zanik rozsądku

środa, 8 lipca 1998

Na rozdrożu

Za nami naprawdę nic nie ma
Bo wszystko zniszczone
Od razu
A przed nami dwie drogi
Obojętnie którą z nich wybierzesz
Ja pójdę tą, która zostanie
Te ścieżki są o wiele za ciasne
Żeby iść nimi we dwoje
I rozchodzą się za bardzo
Żebyśmy myśleli o spotkaniu
Po ich drugiej stronie

wtorek, 7 lipca 1998

Przebudzanka

A co zrobimy
Kiedy noc się skończy
I księżyc zblednie
Nad miastem
Obudzimy się znów
Daleko od siebie
I szukać będziemy spotkania
Wróć, słoneczko
Bo tak daleko
Moje myśli nie potrafią
Uciekać od rzeczywistości

poniedziałek, 6 lipca 1998

Rudowłosy kot

Przymykam oczy
Kiedy dłonią sprawdzasz
Ile włosów jeszcze się trzyma
A ile wypadło od wczoraj
I czuję się wtedy
Jak mój chodzący swoimi ścieżkami
Rudowłosy kot
I mam ochotę zamruczeć
Żeby pokazać Ci
Jak wiele przyjemności
Może dawać Twoja dłoń

niedziela, 5 lipca 1998

Niedokończony kalendarz

Jak z kalendarza
Wyciąć kilka godzin życia
Dokleić w sam środek
Jakiś kwadrans, godzinę
Gdzieś pośród sekund
Uciekającego czasu
Jest te kilka chwil dla mnie
Wplecione w codzienność
Niedokończone wersety
Bo o czasie napisałem tak dużo
Że w końcu zabraknie go
Na inne przyjemności

sobota, 4 lipca 1998

Dekady

Wczoraj było inaczej
Jakoś tak mniej świątecznie
I twój szkolny fartuszek
Zapięty nierówno
I kokardy na warkoczach
Zawiązane w nieładzie
I ten kosmyk włosów
Osuwający się znienacka
Na czoło
To wczoraj pamiętam
Tyle lat już minęło
A nie umie się otworzyć
Nowy dzień
Słońce usnęło w Australii
I noc nie minie
Dopóki nie wrócisz

piątek, 3 lipca 1998

Baczność! Milczeć!

To nie było najszczęśliwsze
Ale na pewno przemyślane
I zaplanowane
W najdrobniejszym szczególe
Rozkaz wydany samemu sobie
Baczność, Milczeć
I bez odwołania
Brak wyższej instancji
Nagle świt poraził mi oczy
Ślepnę bardziej co minutę
Konam w niewidocznym świecie

czwartek, 2 lipca 1998

Do jutra ze slońcem

Chciałbym dziś stracić siłę
Do panowania nad emocjami
Ale ciężko mi będzie
Wmówić sobie
Że na to czekasz
Później dowiem się
Że jestem zbyt słaby
Aby pokonać siłę swoich postanowień
I silna zostanie tęsknota
Takie uczucie nostalgii
Do jutra ze słońcem
Do rana bez smutku
I do tych dwóch istnień
Istniejących gdzieś poza mną
I o mnie zapominających
Coraz więcej z kazdą sekundą
Nie przerwę milczenia
Będę je zamieniał w złoto

środa, 1 lipca 1998

Lody czekoladowe wieczorem

A czemu mam sobie żałować
Lodów czekoladowych wieczorem
Dlaczego odmawiać radości
Czemu nie kochać
Póki jeszcze mogę
Po co pościć na siłę
Będziemy w końcu przemierzać przestworza
Jak ptaki, kiedy unosimy głowy
Uniesie nas ciepłe powietrze