środa, 17 września 1997

47.

Nadejdzie taki dzień
Kiedy w moje wiersze
Wtargną weselsze nuty
Bo dziś
Nic dobrego o nich
Powiedzieć nie można
Po za tym, że
Próbują, jeden po drugim
Wyciskać z czytających je
Łzę po łzie
Zamieniające się w ulewę
Zalewającą strumieniami
Podłogę całego świata
We wszystkich jego
Siedmiu stronach

wtorek, 16 września 1997

46.

Daj mi znak
Proszę daj mi znak
Kiedy nadejdzie chwila
Zmiany kierunku
Kiedy wreszcie dojadę
Do wjazdu
Na autostradę
Proszę daj mi taki znak
Którego na pewno
Nie zlekceważę
Myśląc, że to kolejny
Wybryk natury

poniedziałek, 15 września 1997

45.

Ten miesiąc będzie najdłuższy
Czekanie wydłuży go w czasie

niedziela, 14 września 1997

44.

Słodycz mija
Tak jak cukier
Wrzucony do herbaty
Rozpuszcza się bez śladu
Zakręćmy światem
Wirując w szalonym tempie
Zgaśmy księżyc
Niech nikt nas nie widzi
Bez śladu mińmy
Wszystkie granice
Poustawiane przez zawistnych
Kolczatki kłujące całe ciało
Dokończmy tę rewolucję
Leżąc na wznak
Pod bezksiężycowym niebem
Pod obcymi światu gwiazdami
Ty i ja, razem, jak nigdy

sobota, 13 września 1997

43.

Jesteś wirtualna
Tego się nie da ukryć
Zacząłem już odliczać
The countdown is on
Dni do tego jedynego
To na pewno będzie
Przełom wieków
Komu się kalendarz
Pokręcił do tego stopnia
Że pomylił się o dwa lata
A już niedługo, wiesz
Już niedługo
Dwadzieścia, zero, dwa
Czy wiesz co znaczą
Te trzy magiczne liczby?

piątek, 12 września 1997

42.

Stworzyliśmy sobie
Nową planetę
Tylko dla nas
Z okruchów świata
Mozolnie ulepiona
Krąży gdzieś w górze
Czekając naszych odwiedzin
A kiedy jesteśmy tam sami
Otula nas płaszczem zieleni
Wymyślonej prędko
Z ziarna naszych myśli
I nad głowami
Świecą nam trzy słońca
Słoneczne słońca
I nie ma jesieni

czwartek, 11 września 1997

41.

Może już jutro
Może zadzwoni
Ten wiecznie milczący telefon
Bo to już wieczność
To nie godziny, dni
To wieczność minęła
Od ostatniego naszego
Niby spotkania
A może nas nie ma
Może jesteśmy złudzeniem
Ktoś nas wymyślił
I rysuje ten komiks
Tak bardzo skomplikowaną linią
Aby jak najpóźniej
Mógł napisać makabryczne
KONIEC

środa, 10 września 1997

40.

Co nas może połączyć
Chciałbym to już wiedzieć
Jak to będzie
Kiedy po raz ostatni
Spotkamy się
I już nie powiemy sobie
Żegnaj
Kiedy Ty i Ja
Zmieni sie na My
I tak zostanie
Nie mogę się doczekać
Takich czasów
O których będę mógł powiedzieć
To dobre czasy

wtorek, 9 września 1997

39.

To pewnie nie przypadek
Że jesteś tak daleko
Że istniejesz dalej
Niż sięga mój wzrok
To celowo nie możemy
Mieć siebie od zaraz
To próba
Przynajmniej
Tak sobie co dzień wmawiam

poniedziałek, 8 września 1997

38.

Szkoda, że nie mieszkasz
Po drugiej stronie ulicy
Moglibyśmy wtedy
Mrugać do siebie światłami

niedziela, 7 września 1997

37.

Jak nazwać to
Że nie jesteśmy razem?
Rozłąką? Rozstaniem?
Przecież, żeby się rozstać
Trzeba powiedzieć "żegnaj"
A jak nazwać to
Co nas tak bardzo
Do siebie przyciąga?
Jak zrozumieć to coś
Dlaczego tak tęsknię?
Do wirtualnych rozmów
Dlaczego brak mi
Tak bardzo brak
Twojej bliskości
Mimo, iż jesteś tylko głosem
Słyszanym czasami w słuchawce
Mimo, iż jesteś tylko imieniem
Wybranym z tysiąca innych
A..., że między nami
Jest coś, czego nie umiem nazwać
Czego nie umiem zrozumieć
A co jest teraz
Moim istnieniem...

sobota, 6 września 1997

36.

Słoneczko
Zaświeć dla mnie
Rozchyl usta
I daj mi trochę antidotum
Na smutek - otrułem się nim
Zabrał mi uśmiech
I schował przede mną
Moje słoneczko
Nad ranem
Kiedy było jeszcze ciemno
Tylko gdzieniegdzie pies zaszczekał
I cisza wierciła mi uszy
Caraz bardziej
Coraz głębiej
Coraz głośniej
Bo wiesz... ciebie tutaj nie ma

piątek, 5 września 1997

35.

Znów znikasz
I nie mogę Cię zatrzymać
Posłuchaj drżenia swego głosu
Dowiesz się
Jak bardzo nie chcesz
Odchodzić

czwartek, 4 września 1997

34.

Wiesz czemu pokochałem Australię?
Bo zima tam jest krótka...
A potem...
Bo można tam się ukryć...

wtorek, 2 września 1997

33.

Sen nie pomoże
Jeśli śnić nie będę o Tobie
Bo sen bez Ciebie
Jest stratą nocy
A noc bez Ciebie
Jest stratą życia
A życie bez Ciebie
Jest powolnym
zbliżaniem się do śmierci
Kocham zjawę
Przyśnioną nad ranem
Nawet dokładnie
Nie zdołałem zapamiętać
Jak wyglądasz
Ale dokładnie
Utkwiło mi w pamięci
Hipnotyczne prawie wrażenie
Potrzeby Twojej obecności
Spotkania naszych dróg
Życiowych ścieżek
W taki sposób
Abyśmy stojąc osobno
na rozdrożu życia
Dalej poszli już w jedną stronę

poniedziałek, 1 września 1997

32.

Jak nie utonąć w rozpaczy
Kiedy brak dobrych wieści
Co się stało?
Czemu zwiędły kwiaty?
Nadgryzione jabłko na stole
Tak szybko zmarszczyło skórę
Jak można ukarać
Wyciskaczy Twoich łez?
Nigdy jeszcze nie lecialem
Głową w dół z ósmego piętra

niedziela, 31 sierpnia 1997

31.

Zcałuję z twych włosów
Każdy pyłek
Jeśli droga, którą idziesz do mnie
Budzi się kurzem przy każdym kroku
A jeśli rozbolą cię nogi
Zawsze możesz odpocząć
Na moich kolanach
I będziemy się kochać
Do szaleństwa kochać
A kiedy już oszalejemy
Pójdziemy do sauny
Kochać się dalej...

sobota, 30 sierpnia 1997

30.

Znów mam przed sobą to zdjęcie
I coraz bardziej chcę uciec
Rzucic to wszystko co mam
I zacząć od początku
Od początku budować świat
Unikając po drodze
Błędów które zrobiłem dotąd
Marzę o tym co znajdę
Za okularami zasłaniającymi
Ci twarz
O tym, co mi powiesz na dzień dobry
Nie mogę sobie tylko wyobrazić
Naszego rozstania

piątek, 29 sierpnia 1997

29.

Nie mogę sobie nawet wyobrazić
Co ze mną potrafiłabyś zrobić
Jeśli byłabyś tak zupełnie blisko
Czy wiesz, ze kochaliśmy
się w przestrzeni
Gdzieś między Łodzią a Kielcami
I jeden Bóg wie, jak wysoko
Nad Ziemią
Unosiły się nasze ciała
Na samą myśl o wczorajszej rozmowie
Robi mi się ciepło
I będę wyczekiwał niecierpliwie
Następnego spotkania
W elektronicznym świecie
W naszym idealnym świecie

czwartek, 28 sierpnia 1997

28.

Wczoraj dowiedliśmy
Istnienia wirtualnego seksu
Do wczoraj w to nie wierzyłem
Puszczałem mimo uszu
Informacje o rzeczywistości
Wykreowanej przez maszyny
O elektronicznych miejscach
Matematycznych światach
Ale jeśli to co widzę na ekranie
Potrafi mnie doprowadzić
Do takiego stanu uniesienia
To to naprawdę istnieje
Czułem dokładnie wszystko
Co moje oczy przeczytały
Przetworzyły na impulsy
Które do mózgu dotarły
Już jako zwykła, wysokooktanowa
Adrenalina

środa, 27 sierpnia 1997

27.

Perełko najsłodsza
Poziomko ty moja
Nawet bez pączka
Twe usta będą mi smakować
I tylko wytrwajmy
Aż stanieją przeloty
A z drugiej strony ziemi
Nikt nie będzie nas szukał
Kiedy uciekniemy
Szukając noclegu na zawsze
Czy wiesz, że są kraje
Gdzie nie ma zimy
I codziennie jest ciepło?
A nawet jeśli w nocy
Chłód na chwilę się przybłąka
Będziemy mieli nasze ciała
Nastawione na najwyższą
Temperaturę z możliwych
Tak aby nigdy, przenigdy
Nie było nam chłodno
Tym bardziej w uczuciach
Miłość jest ciepła
To przyzwyczajenie jest zimne.