poniedziałek, 4 lipca 1994

Poziomki część szósta

Czujesz ten powiew świeżości?
Na Twojej zestarzałej twarzy?
To znowu wiosna
Rozrywa te strupy
Starych zniszczonych miłości
Rozjaśnia Twą twarz
Zniekształca odbicie
Zachodzi mgłą na okularach
I skrycie, w tajemnicy przed Tobą
Otwiera Twoje serce
Wystawiając je jak tarcze
Na strzały Amorka
Który, ten stary kurdupel
Strzela z tego swojego luku
Na prawo i lewo
Bez opamiętania
Dobrze, ze nauki strzelania
Nie pobierał w Armii Radzieckiej
Bo wtedy zamiast
A'more mowilibyśmy Lubwa
Albo coś w tym stylu
Rosyjski to już martwy język
Ciao, Goodbye, Dobranoc
Poziomki tej wiosny
Nie wróciły
Zostały zielone


poniedziałek, 6 czerwca 1994

Poziomki a jednak część piąta

Poziomka
Nawet w balowej sukni
Zawsze, ale to zawsze
Pozostanie tylko
Poziomką


środa, 1 czerwca 1994

Poziomki - część czwarta i ostatnia

Nadszedł czas zbiorów
Idę przez las
I rozglądam się
I nagle
Widzę
Poziomka
Taka niewysoka
Z niebieskimi oczyma
Kąpie się naga
W leśnym źródełku
Cóż miałem robić
Mija już piąty rok
Po naszym ślubie

poniedziałek, 2 maja 1994

Boston

"Przyszłość praktycznie nie istnieje
Wszystko co się dzieje
Jest tylko i wyłącznie
Teraźniejszością"
Boston nocą lśni
Bo bostońskie noce
Są jasne
A na Brooklynie
W tym czasie
Panują brooklyńskie
Ciemności


niedziela, 1 maja 1994

Kolacja

A na kolację daj mi siebie
Nie będę wybrzydzał
Możesz być bez sałatki
Lub innej przystawki
Nie będę musiał popijać Cie herbatą
Lub przyprawiać solą albo pieprzem
Wezmę Cię taką jaka jesteś
Na surowo i bez masełka


sobota, 30 kwietnia 1994

Łabędzie

Jakby to było pięknie
Gdyby wszystkie łabędzie
Przyleciały nad jedno jezioro
Ładniej niż w zimie
Kiedy jedwabny puch
Tej pory roku
Przykryje świat kołderką beztroski

poniedziałek, 25 kwietnia 1994

Poziomki część trzecia

A kiedy przyjdzie ten dzień
Ze kłaść się będziemy o świcie
Przypomnij sobie wszystkie inne
Kiedy wieczorami zapominaliśmy
O sobie i o Tobie
I każdy na swój sposób
Dokonywał narodzin na nowo
Bez bólu i bez przekonań
I bez rasistowskiego patrzenia
Na naszą obojętność do świata

poniedziałek, 11 kwietnia 1994

Poziomki część druga

Te czerwone poziomki
Które jadłaś w tamtym roku
Na jesieni
Na pewno były podtrute
Odrobina niesamowitości
Nie dałaś poznać po sobie
Tego co w lady jest istotne
Nie pozwoliłaś odkryć u siebie
Całej prawdy o istnieniu
Dlatego dzisiaj
Twoje poziomki są mokre

piątek, 1 kwietnia 1994

Step by step

Krok za krokiem
Przesuwam się jesiennym pejzażem
Nad doliną snów
O klasycznym zakończeniu

Step by step
I'm walking by autum view
Over the valley of dreams
With classic ends

Na powierzchni jeziora
Unoszą się jeszcze okruchy
Miłości do wczorajszego lata

Up on a lake
There are some kinds
of Love to yesterday's summer

I nikt mi nie powie
Ze kochać uczciwie to wielki dar
Nikomu tego powiedzieć nie pozwolę

And Nobody told me
That loving truly is a great gift
I do not please to talk that everybody

Przez tyle lat prawdziwej
Uczciwej miłości
Nauczyłem się ją widzieć
Jakby trochę inaczej
Z dużego dystansu

czwartek, 3 marca 1994

Ciebie

Ciebie nie było
A pluszowy niedźwiadek
Z wybałuszonymi oczami
Siedział oparty o poręcz
Jaśminowego fotela
W rogu pokoju
W którym pierwszy raz
Ujrzałem twe malutkie
Piersi
Piersi Maja zakrzyczał Azja
Kiedy użądliła go pszczoła
Rodem z ula na Gnojnej

środa, 2 marca 1994

Tylko...

Tylko może kołysanki
Naszemu małemu synkowi
A-A-A - kotki dwa
Jakoś się i to rymuje
I ten księżyc, który
Za cholerę nie chce spać
Ale Patryk nie ma na imię Ewa
Najder się spalił
Jak jednorazówka

wtorek, 1 marca 1994

Ale...

Ale truskawka przecież
Jest cała czerwona
I tak jak Ty piegowata
Ale Ty czerwona nie jesteś
Od roku to niebezpieczne
I nie wiem dlaczego
Nosisz ten purpurowy strój
Głęboko purpurowy
Tak samo głęboko jak
Purpurowy był John Lord
A przecież Ty nie umiesz śpiewać

poniedziałek, 28 lutego 1994

Postscriptum

A przecież to nieprawda
Że Ciebie nie było
Byłaś i uśmiechałaś się
Jak zwykle po zjedzeniu truskawki

poniedziałek, 21 lutego 1994

Złoty ząb

A to wczoraj przecież
Miałaś bluzkę bez rękawów
I cały czas myślałem
Jak bardzo chciałbym
Utonąć w Twych nagich
Ramionach choć na chwilę
A kiedy jadłaś truskawkę
Wyobrażałem sobie
Jak spływa ona po
Twoich piersiach
I jeszcze niżej, i niżej
I zatrzymuje się w dołku
Którego nie miała Ewa
A kiedy otworzyłem oczy
Ciebie nie było

poniedziałek, 14 lutego 1994

A zwróć

Spójrz mi w oczy, maleńka
Ujrzysz w nich miłość
Spójrz głębiej
Zobaczysz tęsknotę
A jeszcze dalej
Rozpacz
Jesień rozdmuchała
Całą nasza miłość

poniedziałek, 7 lutego 1994

Albo nic innego

Kiedy spoglądam w Twoje oczy
Przypomina mi się dzieciństwo
Bo Twoje oczy są tak naiwne
Wierzą w każde moje spojrzenie
I patrzą swoją niewinnością
A płomienie spopielają
Kartki wyrwane z kalendarza
I nie ma już powrotu
Do tych dni, które spłonęły
Bezpowrotnie w naszych dłoniach
Kocham te oczy, chcę je kochać
Potrafię zrozumieć ich blask
Bo miną miesiące, lata, stulecia
A Twoje oczy będą błyszczeć
błyszczeć, błyszczeć, błyszczeć
Czy słyszysz ten bełkot
Wypływający z moich ust?
Przerwij go pocałunkiem
To zawsze jest skuteczne

wtorek, 1 lutego 1994

Kaszpirowskij '91

Połóż dłonie na mojej głowie
A przepłyną przez nie
Wszystkie moje myśli
I Twoje serce dowie się wreszcie
Jak bardzo o Tobie nie mogę zapomnieć
I nie wiem jak bardzo jeszcze
Nie mogę Cię nie kochać
Trzymaj tak dłonie jeszcze chwilę
Spójrz głęboko w moje smutne oczy
Spij z nich trochę nadziei
Może pomoże Ci stłumic wyrzuty sumienia
Tego wstrętnego, znienawidzonego sumienia
Trzymaj tak dłonie
To koi ból
Otula ciepłem zmarznięte serce
I pocałuj mnie wreszcie, kochanie