wtorek, 31 marca 1998

Nie mam co robić

Nie mam co robić
To może napiszę Ci
Jak bardzo tęsknię
A może nie pisać
Bo ta druga moja
Połowa
Coraz silniej
Próbuje zabić tęsknotę
Zabić smutek
I opowiada mi głupie
Dowcipy
Wciskając na usta
Tej pierwszej połowy
Którą zdecydowanie bardziej lubię
Sztuczny, śmieszny uśmiech
Ale nie ten przyklejany.

poniedziałek, 30 marca 1998

Dopiero popopojutrze

Do jutra jakoś wytrzymam
Ale wizja dwóch dni
Mnie przeraża
Nawet nie będę mógł
Znaleźć Cię na odległość
Tak jakoś jest mi smutno
Że po jutrze jest pojutrze
I popojutrze
A dopiero popopojutrze
Odnajdę Cię na nowo

niedziela, 29 marca 1998

Znienacka

Przecież nie mogę
Pozbawić Cię
Choćby mojego głosu
Znienacka
Choć dziś walczyłem
Z tą drugą moją stroną
I znów próbowała mnie
Przez pół godziny
Odwieść od szalonego
Pomysłu
Aby usłyszeć Cię
Chociaż przez chwilę

sobota, 28 marca 1998

Kiedy kocham

Kiedy pragnę
Pragnę całym sobą
Kiedy kocham
To całym sercem
Kiedy mówię, że nie
To przymknij, proszę
Na to oczy
Bo tak naprawdę
Myślę pewnie zupełnie inaczej

piątek, 27 marca 1998

Ciemna strona

Jeśli zechcesz
Zdradzę Ci moje
Największe tajemnice
Te z mojej ciemnej strony
Ale musiałabyś uzbroić się
W wyrozumiałość
Żeby moja szczerość
Nie odebrała mi Ciebie
Do końca

czwartek, 26 marca 1998

Słodka

Kiedy odeszłaś
Ze Słodką w ręku
Czekałem jeszcze chwilę
Na zanik twojego rozsądku
Ale było za zimno
Żebyś raz jeszcze mogła
Przebić się przez mróz
I się ogrzać przy mnie
I nawet nie zdążyłem
Potargać Ci włosów
Żebyś mogła o tym myśleć
Do rana

piątek, 20 marca 1998

Zapomnienie

I widzisz jak szybko
Ludzie zapominają
O istnieniach
Jak mało mówią
Nadęte usta milczenia
Skąd bierzesz siłę
Na zapomnienie
Jak udało ci się pomijać
Moje imię w kalendarzu
Czy przypadkiem
Wyrwałaś tą kartkę?

Kwiaty spod śniegu

Jesień już dawno opadła
Liście budzą się na nowo
Kwiaty spod śniegu
Przypominają o swoim istnieniu
Tylko my do bólu uczciwi
Nie rozbłyśniemy nigdy
Bo sponiewiera nas
Czerwony facet w czarnej sukience

środa, 4 marca 1998

Szept

Tak maleńki
To ja nie jestem
Żeby zginąć
Gdy zabraknie
Twojego szeptu
Prosto w moje uszy
Potrafię przecież
To co mówisz
Sobie zapamiętać
I ten szept wyobrazić
Szept jest łatwiej
Sobie zrekonstruować
Niż wrzaski wrzeszczane dla wrzasku
A szept dla szeptu nie jest szeptany
Szept, zniewalający zawsze
Jest szeptany tak bezgłośnie
Że go słychać najwyraźniej
Wśród ryku samochodów
I przeskakujących impulsów
Na zużytej linii telefonicznej