poniedziałek, 30 czerwca 1997

1.

Umarł książę ciemności
I nikt nie poszedł na pogrzeb
I nikt nie wie
Gdzie książę
Złożył swe ponure zwłoki

czwartek, 26 czerwca 1997

Przed domem prezydenta

Spotkajmy się na drodze mlecznej
Tam w przydrożnej knajpie
Wypijemy toast jogurtowy
Zagryziemy gwiezdnymi ciasteczkami
A na deser
Obsypiemy się kosmicznym pyłem
Skacząc z planety na planetę
Jak bawiące się w berka dzieci
A później policzymy gwiazdy
Leżąc na wznak na trawniku
Przed domem prezydenta

środa, 25 czerwca 1997

Przebudzenie

Życie jest pieprznięte
Dopada nas ta świadomość
Zupełnie znienacka
Nad ranem
Kiedy budząc się
Widzimy obok całkiem obcą twarz
Gdzie jest słonko, kiedy śpi
Czy wilk zawsze bywa zły
Dokąd tupta nocą jeż
Możesz wiedzieć jeśli chcesz
Wystarczy pokochać kogoś
Wystarczy powiedzieć "chcę"
Wystarczy wieczorem
Przymknąć oczy             i już

wtorek, 24 czerwca 1997

Jeszcze księżyc

Jeszcze księżyc świeci
Gwiazdy bledną
Te dwie o których wiesz
Nagle zaczęły
zbliżać się znów do siebie
Krążą po nieokreślonych orbitach
Czasem musną jedna drugą
A czasem druga pierwszą
Ale boom'u nie wróżą
Żadne wróżki na świecie
Ani tym swiecie
Ani na tym równoległym
Do którego czasem zaglądam

Książę na parapecie

Pada deszcz na okno
Gołąb przysiadł na parapecie
Przygruchał sobie odbicie w szybie
I zamienił się w księcia
Gdyby zamienił się w Ciebie
Otworzyłbym okno
Mimo, że pada
Ale w tej sytuacji
Wolę do Ciebie zadzwonić

poniedziałek, 23 czerwca 1997

Warto żyć

Dodajesz mi wiary
Choć tak daleko jest twój dom
Dajesz mi pewność
Że jednak warto jeszcze pożyć
I możesz mnie nawet nie kochać
Po cóż na siłę rozpalać uczucia
I tak świat wiruje tylko dookoła nas

Minuta do kraksy

Powitaj mnie pierwsza
Trochę na to zasługuję
Spotkajmy sie na ulicy
Gdzie samochody mkną
Rozbijając na tęczę
Czerwień znaku przed przejściem
I nikt - nawet zima
Nie zdoła osłabić ciepła
Które rozpali nas
Przy powitalnym pocałunku

STOP

Przejście dla pieszych
W wielkim mieście
Nie widać końca purpury
Która mnie tu zatrzymała
A taki sam znak
Ustawiłaś przed sobą, Marianno
Abym nie mógł tknąć twych ust
Też czerwonych

niedziela, 22 czerwca 1997

Trzecia modlitwa do Marianny

Marianno zostań
Nie odchodź dziś wieczorem
Potrzebuję twych ramion
I twych silnych ust
Muszę się w nie wtulić
Aby łzy nie zmoczyły ziemi
Na której niechcący stanąłem
Marianno, zaśnij dzisiaj
Po mojej stronie granicy
Na trawie w przygranicznej strefie
I niech nikt z tamtej strony
Nie żąda przez noc ekstradycji
Proszę, Marianno, znów mnie pocałuj
Jakkolwiek byśmy to nazywali...

niedziela, 8 czerwca 1997

Dwa światy 2

Nawet nie wiesz
Że moja Australia
I Twoja Irlandia
Tak naprawdę
Są w tym samym miejscu
W tym samym punkcie
Życia, które nas otacza
Gdy każde z nas
Do tego idealnego kraju
Dąży własnymi ścieżkami
Być może kiedy się spotkamy
Ja będę w Australii
Ty w Irlandii
A z punktu widzenia
Naszego zewnętrza
To będzie coś zupełnie
Neutralnego
Być może nawet
Po drugiej stronie ulicy
Boje się tylko tego
Czy jeszcze wtedy
Będziemy potrafili
Wykrzesać z siebie
Trochę młodzieńczej fantazji
Kiedy zdecydujemy
Pozbyć się wszelkich
Moralistycznych zachowań
I zatopimy się w sobie
Na tyle blisko
Aby nie przemieszały
Się nasze akcenty

Dwa światy

Cierpię na syndrom
Dwóch równoległych światów
Jeden w marzeniach
Drugi na jawie
I ja jako łącznik
Który sprawia
Że obydwa
Istnieją naprawdę
Świat idealny
Wtrąca codziennie
Swoje trzy grosze
Do tego, w którym żyję naprawdę
Choć nierealny
Próbuje wywierać na mnie
Skomplikowane decyzje
Nieprzemyślane ruchy
Które w świecie realnym
Prowadzą do katastrofy
Gdy w tym drugim
Stanowią drogę
Do utopijnej idylli