Błądzę po całym mieście
Tak długo aż nie trafię
Na ten nadwiślański bulwar
Tak smutny jak ja
Kiedy jest mi tak źle
Ze chce mi się płakać
A Mili nie ma przy mnie
I nie mogę wtulić swych oczu
W jej ciepły sweter
Idę na bulwar
Który mój smutek
Rozbija na cząsteczki
Tak, ze robią się z niego
Malutkie smuteczki
Które nie bolą tak, jak ten duży
Siadam wtedy na ławce
Odpalam papierosa od papierosa
I wpatruje się w wodę
A smutny bulwar
Owiewa mą głowę ukojeniem
Ale czuje się wtedy tak staro
Jak ten dziadek, który siedzi na ławce obok
I tak jak ja wpatruje się w wodę
Nad smutnym bulwarem
Przelatują smutne chmury
W których, jeśli ktoś ma przenikliwe oczy
Można dostrzec odbicia
Smutków tych, którzy bulwarowi mówią "dzień dobry"
I siedzą na ławce.
niedziela, 28 września 1986
niedziela, 21 września 1986
Zuzanno
Zuzanno, szalona Zuzanno
Zabierz mnie w to miejsce
To miejsce nad rzeką
O którym wiem, że jest
Scałuj z mych oczu łzy
Które pojawiły się nagle
Po utracie kawałka serca
Które wycisnął ból
Przeszywający na wylot
Zdejmij z mych oczu
Te szare szkła
Zerwij te za ciężkie powieki
Zdmuchnij wszystkie okruchy nieszczęść
Posmaruj balsamem życia
I powiedz cichutko
Ze Jezus też był żeglarzem
Zabierz mnie w to miejsce
To miejsce nad rzeką
O którym wiem, że jest
Scałuj z mych oczu łzy
Które pojawiły się nagle
Po utracie kawałka serca
Które wycisnął ból
Przeszywający na wylot
Zdejmij z mych oczu
Te szare szkła
Zerwij te za ciężkie powieki
Zdmuchnij wszystkie okruchy nieszczęść
Posmaruj balsamem życia
I powiedz cichutko
Ze Jezus też był żeglarzem
niedziela, 14 września 1986
Kłótnia
- czemu masz dziś białą koszule!
- nie krzycz, proszę...
- czemu się spóźniłeś!
- proszę Cię...
- czemu z nią rozmawiałeś!
- proszę...
- nie patrz tak na mnie!
- przepraszam...
- spójrz mi prosto w oczy!
- (...)
- czemu płaczesz...?
- nie krzycz, proszę...
- czemu się spóźniłeś!
- proszę Cię...
- czemu z nią rozmawiałeś!
- proszę...
- nie patrz tak na mnie!
- przepraszam...
- spójrz mi prosto w oczy!
- (...)
- czemu płaczesz...?
niedziela, 7 września 1986
Milka
Była, jest, czy... będzie?
Była zjawą
Która zapadła
W mym sercu głęboko
W najgłębszej głębi
Skąd trudno wyjść
Była mirażem
Który odwiedzał mnie w nocy
By podniecać mnie nadzieją
Była samą nadzieją
Jest kochanką
Czułą, uległą
Czasami drapieżną
Kiedy pieści
Jest jak ciepły wiatr
Owiewający delikatnie twarz
Tak, jakby chciał
Zdmuchnąć z niej
Nieistniejący pyłek
Kiedy jest zła
Jest jak pantera
Która po latach niewoli
Wdarła się w tłum ludzi na Marszałkowskiej
Czy będzie...?
Czy powie mi, że będzie
Wierna, posłuszna
Czy będzie dzieliła ze mną
Wszystkie szczęścia i nieszczęścia
Czy połączy nas święty związek
I czy mnie nie opuści
Aż do śmierci?
Była zjawą
Która zapadła
W mym sercu głęboko
W najgłębszej głębi
Skąd trudno wyjść
Była mirażem
Który odwiedzał mnie w nocy
By podniecać mnie nadzieją
Była samą nadzieją
Jest kochanką
Czułą, uległą
Czasami drapieżną
Kiedy pieści
Jest jak ciepły wiatr
Owiewający delikatnie twarz
Tak, jakby chciał
Zdmuchnąć z niej
Nieistniejący pyłek
Kiedy jest zła
Jest jak pantera
Która po latach niewoli
Wdarła się w tłum ludzi na Marszałkowskiej
Czy będzie...?
Czy powie mi, że będzie
Wierna, posłuszna
Czy będzie dzieliła ze mną
Wszystkie szczęścia i nieszczęścia
Czy połączy nas święty związek
I czy mnie nie opuści
Aż do śmierci?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)