Coraz trudniej jest mi się skupić
Na czymś innym
Coraz trudniej przychodzi mi myśleć
O czymś innym
Niż o Tobie
Coraz trudniej jest mi mówić
Do kogoś innego
Coraz trudniej jest mi chodzić
Do kogoś innego
Niż do Ciebie
Coraz trudniej jest mi patrzeć
Na kogoś innego
Coraz trudniej jest mi słuchać
Kogoś innego
Niż Ciebie
Coraz trudniej jest mi wierzyć
Komuś innemu
Coraz trudniej jest mi kochać
Kogoś innego
Niż Ciebie
niedziela, 31 sierpnia 1986
niedziela, 24 sierpnia 1986
Jawa ... i sen
To, ze mi się śniłaś
Nie ma nic wspólnego z tym
Że jestem wariatem
Bo śniłaś mi się osobno
A wariatem jestem tez osobno
Bo ktoś kiedyś powiedział
Ze człowiek zakochany
To to samo - co wariat
A śniłaś mi się osobno
Cala w zapachu jaśminu
Kolorowo ubrana
Przyszłaś do mnie
Śpiącego wśród trawy
Kołyszącej się na wietrze
Pochyliłaś się nade mną
Zdmuchnęłaś mi z twarzy
Pyłek, który przez roztargnienie
Osiadł mi na ustach
I pocałowałaś te usta
Tak jak to tylko
Ty potrafisz
Nie tylko swoimi ustami ale całym sercem
Nie ma nic wspólnego z tym
Że jestem wariatem
Bo śniłaś mi się osobno
A wariatem jestem tez osobno
Bo ktoś kiedyś powiedział
Ze człowiek zakochany
To to samo - co wariat
A śniłaś mi się osobno
Cala w zapachu jaśminu
Kolorowo ubrana
Przyszłaś do mnie
Śpiącego wśród trawy
Kołyszącej się na wietrze
Pochyliłaś się nade mną
Zdmuchnęłaś mi z twarzy
Pyłek, który przez roztargnienie
Osiadł mi na ustach
I pocałowałaś te usta
Tak jak to tylko
Ty potrafisz
Nie tylko swoimi ustami ale całym sercem
niedziela, 17 sierpnia 1986
Świerszcze
Jak cudnie te świerszcze
Przygrywają nieskończoności
Która jest nieskończona dla wszystkich
Przygrywają nieskończoności
Która jest nieskończona dla wszystkich
niedziela, 10 sierpnia 1986
Na dworze Karmazynowego Króla
Na dworze Karmazynowego Króla
Jesień jak zwykle
Roztoczyła swoje skrzydła
Czarna Królowa przeszła ogrodem
Zostawiając za sobą
Powiędłe liście skręcone w bólu
Zdeptane kwiaty po deszczu
Nie zakończonym jak zwykle
Rozkwitem słońca na błękitnym niebie
Słońca, które powróciłoby na wiosnę
Jak na całym świecie
Na dworze Karmazynowego Króla
Nie spotkałbym Ciebie - kochanie
Bo tam oczy raz smutne
Już nigdy nie są szczęśliwe
Bo tam serce raz zranione
Umiera - tak jak niektóre kwiaty
po jesiennej śmierci
nie budzą się do życia
Bo serce ogrodu Króla Karmazynowego
Jest białe jak duża lodowa tafla
Na której tancerze zostawiają rysy
Jak blizny na twarzy
Po skończonej wojnie
Bo dwór Króla Karmazynowego
nie zna słowa,
które jest nadzieją całego świata,
a wymawiane cicho
Brzmi jak najgłośniejsza, najwspanialsza muzyka
Nie zna Miłości.
Jesień jak zwykle
Roztoczyła swoje skrzydła
Czarna Królowa przeszła ogrodem
Zostawiając za sobą
Powiędłe liście skręcone w bólu
Zdeptane kwiaty po deszczu
Nie zakończonym jak zwykle
Rozkwitem słońca na błękitnym niebie
Słońca, które powróciłoby na wiosnę
Jak na całym świecie
Na dworze Karmazynowego Króla
Nie spotkałbym Ciebie - kochanie
Bo tam oczy raz smutne
Już nigdy nie są szczęśliwe
Bo tam serce raz zranione
Umiera - tak jak niektóre kwiaty
po jesiennej śmierci
nie budzą się do życia
Bo serce ogrodu Króla Karmazynowego
Jest białe jak duża lodowa tafla
Na której tancerze zostawiają rysy
Jak blizny na twarzy
Po skończonej wojnie
Bo dwór Króla Karmazynowego
nie zna słowa,
które jest nadzieją całego świata,
a wymawiane cicho
Brzmi jak najgłośniejsza, najwspanialsza muzyka
Nie zna Miłości.
niedziela, 3 sierpnia 1986
Srebrne serduszka
Srebrne serduszka
Kołyszą się na wietrze
Włosy rozwiane tym samym wiatrem
Pachnące jesienią
I na przemian wiosną
Usta rozgrzane, słodkie
Rozchylone lekko do wiatru
Oczy przysłonięte lekko powiekami
Patrzą przed siebie wytrwale
Myśli rozbite
Splecione z włosami
Potykają się o drobne kamienie
Taka jaką najbardziej lubię
Jaką kocham, jakiej chcę
Twoje usta przyciągają moje
Jak Syreny Odysa przyciągały śpiewem
Twoje oczy ściągają na siebie
Mój wzrok - już wtedy wesoły
Twoje ręce w mych dłoniach
I moje serce - w płomieniach.
Kołyszą się na wietrze
Włosy rozwiane tym samym wiatrem
Pachnące jesienią
I na przemian wiosną
Usta rozgrzane, słodkie
Rozchylone lekko do wiatru
Oczy przysłonięte lekko powiekami
Patrzą przed siebie wytrwale
Myśli rozbite
Splecione z włosami
Potykają się o drobne kamienie
Taka jaką najbardziej lubię
Jaką kocham, jakiej chcę
Twoje usta przyciągają moje
Jak Syreny Odysa przyciągały śpiewem
Twoje oczy ściągają na siebie
Mój wzrok - już wtedy wesoły
Twoje ręce w mych dłoniach
I moje serce - w płomieniach.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)