niedziela, 27 lipca 1986

Siedemnaście stron świata

Moje oczy już nie są smutne
Śmieją się do słońca
Odbijają jego radosne promienie
I wysyłają we wszystkie
siedemnaście stron świata

w takt muzyki
Stawiam kroki
Jeden za drugim
jeden za drugim
W uszach mam rytm
Automatycznego perkusisty
Obok dźwięków syntezatorów
I dźwięczny głos
Śpiewający o ludziach
Którzy przechodzą obok
Jedni weseli drudzy smutni trzeci nijacy
Jeden, dwa, trzy
Liczę kroki, liczę drzewa
Ławki w parku
Zapraszają do wspólnego czekania
Na godzinę, która na pewno przyjdzie
Bo czas płynie nieprzerwanie.

niedziela, 20 lipca 1986

We dwoje

Kiedy Nic jest wszystkim
I kiedy wszystko jest niczym
I kiedy biel jest czernią
I kiedy czerń jest bielą
I kiedy czerwień jest zimna
I kiedy zieleń jest ciepła
I kiedy Miłość przeraża
Kiedy nienawiść ugładza
I kiedy Północ jest Południem
I kiedy Półdzień Północą
I kiedy On jest mną
A ja jestem Nim
I kiedy szarość błyszczy
I kiedy blask szarzeje
I kiedy jaskółki nad ziemią krążą
spowite zapachem jaśminów
w pogoni za słońcem
gorącym jasnością odbitą w księżycu
na niebie gwiaździstym,
tonącym w półmroku
Kiedy Nic się kończy
A wszystko zaczyna
- we dwoje.

niedziela, 13 lipca 1986

Nietrudno (2)

Nietrudno jest pokochać
bo wrażenie chwili
do tego potrzebnej
bywa zwykle tak silne
Że nie można mu się opierać.

niedziela, 6 lipca 1986

Ostatnie pchnięcie

Biegł Coraz wolniej, z trudnością
Mijał ludzi, którzy z grymasem bólu
zastygniętym na martwych twarzach
spoglądali na niebo
Kiedyś niebieskie, teraz czarne
Czarne obłokami dymu
Cuchnące śmiercią
Cuchnące prochem
roznoszonym przez superszybką broń
Superszybka - zabijała w jednej chwili
Tej chwili starczyć mogło
Tylko na to, by ostatni raz
Ostatni podnieść wzrok w niebo
Myślał
Coraz szybciej myślał
Życie, jak taśma kolorowego filmu
Przewijało się w jego pamięci
Rok po roku, miesiąc po miesiącu
A nawet dni, kojarzył dokładnie
Od narodzin,
aż do ostatniego jego odruchu
Pchnął ciało do przodu
I jego oczy zastygły
Spoglądając w niebo.