sobota, 6 czerwca 1998

Sprzedana dusza

Setny dzień umyka
Pełznie zniszczyć noc
Pustka wszędzie
Gdziekolwiek patrzę
Szczególnie we mnie
Pusto po tobie
Tak nigdy nie było
Miałaś odnaleźć dusze
Moją własną, tylko moją
Spróbuj chociaż rozejrzeć się
dokoła
Może jednak gdzieś tam jest
Może leży w fotelu
Gdzie znika ciepło po mnie
Może w zegarze
Zgładziła kukułkę
I podstępnie co pół godziny
Podgląda cię na mój rozkaz
I wyje

piątek, 5 czerwca 1998

Do jutra dobranoc

Do jutra dobranoc
Tak będziesz tęskniła
Za nocnym mną do rana
Za sierścią na pościeli
Dłońmi na piersiach
I za ciepłem
Spływającym ze mnie w nocy
Nad ranem zatęsknisz
Raz jeszcze
Kiedy chłód przez szyby
Wedrze się głęboko
Pod twoją nocną koszulę
I owieje wszystkie zakamarki
Twojego delikatnego ciała
I zapragniesz
Być wtedy ze mną na plaży
I w gorącym słońcu
Spijać puszki mineralnej wody
Patrząc w obce morze

czwartek, 4 czerwca 1998

tyk tyk tyk

Zniknęłaś tak nagle
Jak nagle się pojawiłaś
Bardzo szybko minął czas
Ten czas, ten sam czas
Który ma leczyć
Tym razem zastosował
Terapię wstrząsową

środa, 3 czerwca 1998

Samotny ptak

Zgubiłem gdzieś ciebie
Przeszłaś obok
Zbyt szybko
Pewnie akurat
W tej samej chwili
Jakiś ptak poderwał się
Znad brzegu jeziora
I odwróciłem glowę
Zmylony szumem jego skrzydeł
Jak bardzo daleko jesteś
Teraz ode mnie
Czy tą odległość
Da się jakoś policzyć?

wtorek, 2 czerwca 1998

Skoczysz ze mną?

Rozwiń fantazję
Wyprostuj jej skrzydła
Niech pofrunie
Wysoko w niebo
Nad błękit
Spotka tam moją
Szybującą od lat
W bezkresie przestrzeni
Skoczysz ze mną w przepaść?
Jak bardzo wierzysz?

poniedziałek, 1 czerwca 1998

Nachylona nad słuchawką

Jak można tak się bać
Żeby o samotnej północy
Nie móc się doczołgać
Do telefonu w rogu pokoju
Jak bardzo niepewność
Nie pozwala pisać listów
Nawet do szuflady
Gdzie znaleźć nowe źrodło
Nadziei, jeśli jedno
Pokazało suche dno
Do której gwiazdy się modlić
Jest ich tak dużo
A chciałbym wybrać tą właściwą
I trafić do niej tak trudno
I znika za chmurami
Jeśli nawet to ta jedyna
Tylko księżyc śmieje się szyderczo
On coś wie
W końcu jest tak wysoko
Że widzi nas jednocześnie
Może ty też nie śpisz
Nachylona nad słuchawką
Zastanawiasz się, czy ja podnieść
I tak północ mija
I znów trzeba czekać
Tygodniami na następną