W te struny dawno
Już nikt nie uderzał
Już nawet kurz
Wdarł się w
oplot
Cztery, samotne
Jak na oceanie
Już zapomniały
Ręce, które
nagle znikły
Dawno nikt nie uderzał
W ich napięte ciała
Nikt nie chciał wywołać
Jęku ich rozkoszy
Dłonie, które włożyły je do futerału
Dawno
umarły
Już ich nie popieszczą
Tak jak to zawsze robiły
Nie pogładzą lśniącej
stali
Ale one nigdy nie zapomną
Uczucia...
Po północy pójdę już spać
Może wtedy będziesz daleko
I nie będę musiał się bać
Że Twe usta będą za zimne
Kiedy twarzy mej dotknie twa ręka
Już nie będę żebrał o uśmiech
Już przestanie pamięć mnie nękać
I zapomnę o samotnych dniach
Dopiero wczoraj otarłem łzy
Które ból wycisnął mi z oczu
Miesiąc
temu, w kwietniu
Gdy ściskałaś mocno swe pięści
Na kalendarzu osiadł kurz
Nie zrywane kartki trzepoczą
I nie widać sensu liczenia
Do widzenia Życie, do jutra