Godziny uciekają jedna po drugiej
Z każdą upływa czas
Który nas dzieli
Jest go coraz mniej
Wreszcie przyjdzie ta godzina
W której wrócę do
Ciebie
I po której już nigdy
Nie będę musiał
Pytać się kogoś
Czy
mogę do Ciebie przyjść
Będę cały czas przy Tobie
W zasięgu ręki
Będziemy razem
Jedna zapałka, druga
Na trzecią zabrakło już siły
Aby obudzić ją ze snu
Zabrakło jednego gestu
Aby rozbłysła
I oświetliła Twoje oczy
Na
pewno patrzysz się na mnie
I tak jak ja
Próbujesz w wyobraźni
Namalować ukochaną twarz
Moje usta bezbłędnie
Trafiają w ciemności
I splatają się w jedne z Twoimi
Pocałunek w ciemności
Kiedy noc jest
między nami
A sen nie przychodzi od razu
Przytul się do mnie kochanie
Połóż głowę na moich piersiach
I śpij
Twoje włosy rozpuszczę dziś
Na swoich ramionach
Na wybory Nowego Prezydenta
Nie poszedłem w tym Roku
Nie miałem na ten
temat
Nic do powiedzenia
Niestety dla Niego
Nagle zorientowałem się
Nie wiedząc skąd mi to przyszło
Na ten urząd
Nominować mieliśmy
Nie mniej Ni więcej tylko
Z sześciu Psychicznych