Dość już tego mam
Tych wszystkich kłamstw
Omotanych namiastką prawdy
Uwikłanych w niedorzeczność
Bo ciszy wiatru
Nie zakłóca żaden hałas
I spokój w sercu
Się rozkłada
Jak leniwy ciepły poranek
A ptaki w pieśni
Dookoła unoszą
Swe skrzydła
Do lotu zrywają się
Łabędzie
czwartek, 27 czerwca 1985
sobota, 1 czerwca 1985
Tylko ból
Świecie, jesteś okrutny
Zadałeś sobie tyle trudu
Żeby zniszczyć jednego
Malutkiego człowieczka
Dałeś krótkie szczęście
A potem je brutalnie
Zabrałeś!
Zimo! czemu w ogóle jesteś!
Kłamiesz, omamiasz
Pięknem śniegowych gwiazdek
Nie masz serca
Bo nawet serce z lodu
Nie jest zdolne
Zabijać
- Szczęście
+ + +
Na niebie tyle gwiazd
Każda innej parze
Wyświeca drogę ku szczęściu
Moją gwiazdę ktoś brutalnie zdmuchnął
Kiedyś świeciła najmocniej
Na całym niebie
Teraz, po jednej chwili
W której zamigotała nagle
Zgasła, by nigdy już nie rozbłysnąć
+ + +
Kiedy gwiazdy spadają
To znak, że człowiek umiera
Dziś runęło mi na głowę
Cale niebo
Atlas nie potrafił utrzymać
Mojego szczęścia
Runęło wydzierając mi coś z piersi
Została krwawa rana
Zadałeś sobie tyle trudu
Żeby zniszczyć jednego
Malutkiego człowieczka
Dałeś krótkie szczęście
A potem je brutalnie
Zabrałeś!
Zimo! czemu w ogóle jesteś!
Kłamiesz, omamiasz
Pięknem śniegowych gwiazdek
Nie masz serca
Bo nawet serce z lodu
Nie jest zdolne
Zabijać
- Szczęście
+ + +
Na niebie tyle gwiazd
Każda innej parze
Wyświeca drogę ku szczęściu
Moją gwiazdę ktoś brutalnie zdmuchnął
Kiedyś świeciła najmocniej
Na całym niebie
Teraz, po jednej chwili
W której zamigotała nagle
Zgasła, by nigdy już nie rozbłysnąć
+ + +
Kiedy gwiazdy spadają
To znak, że człowiek umiera
Dziś runęło mi na głowę
Cale niebo
Atlas nie potrafił utrzymać
Mojego szczęścia
Runęło wydzierając mi coś z piersi
Została krwawa rana
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)